To był dobry rok dla polskich aktywów

KOMENTARZ EKSPERTA Czy mijający 2025 rok był na „rokiem na piątkę”? Wydaje się, że tak. Jedyną rysą na obrazie były kryptowaluty, które mimo dużej zmienności, kończą handel po 12-miesiącach na nieznacznym minusie.

Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, to nadal dość spekulacyjne aktywo, bez cech jakiejś bezpiecznej przystani. Złożyło się na to wiele czynników, pomimo adopcji bictoina i innych kluczowych kryptowalut przez tzw. mainstream za sprawą ETF, nadal pozostało sporo wątpliwości natury regulacyjnej, ale i też geopolitycznej – rządy coraz mniej przychylnie patrzą na tzw. anonimowość. Wspomniana geopolityka stała się z kolei mocnym argumentem za nieobserwowaną od lat hossą na rynku kruszców – notowania srebra się podwoiły, a świetny rok zaliczyły złoto, platyna i pallad. W przypadku złota sprawa jest jasna – to zawsze była bezpieczna przystań, a zmiany ustawodawcze w bankowości doprowadziły do powrotu opłacalności wykorzystywania złota w rezerwach (według dyrektywy Bazylea 3 może być ono znów klasyfikowane przez banki, jako aktywo o najwyższej płynności, jak gotówka, czy bony skarbowe). Z kolei srebro to połączenie hossy na rynku złota i wykorzystania kruszców w przemyśle – szał wokół AI, ale nie tylko wokół niej, szybko podbił temat permanentnego deficytu tego surowca o którym mówiono od lat. Jesienne zamieszanie wokół eksportu metali ziem rzadkich z Chin, uświadomiło też politykom potrzebę zdefiniowania tak zwanych „minerałów krytycznych” , co może rodzić konieczność zwiększenia ich zapasów. Ten, kto będzie kontrolował łańcuchy dostaw dla AI – od surowców począwszy – ten wygra wyścig o nowy świat, który w ciągu najbliższych kilkunastu lat zbuduje się na naszych oczach. Otwartym pytaniem jest jednak to, na ile będzie to nadal tak mocnym argumentem za utrzymaniem dynamicznych wzrostów na surowcach. Rynki zaczynają pomału dojrzewać do większej korekty, co może sugerować, że rok 2026 przyniesie dużą zmienność i wydarzenia, które mogą wpływać na poziom podejścia do ryzyka, co wpłynie na różne klasy aktywów. Nadal oczy większości inwestorów będą zwrócone na globalne rynki akcji, zwłaszcza w USA, gdzie w tym roku nadal mieliśmy fenomen „magicznej siódemki” i reszty rynku. Tak zwany indeks S&P493 wzrósł mniej, co powoduje, że wskaźnikowo nie jest jeszcze drogo (forward P/E poniżej 20). Teoretycznie może to dawać preteksty do ruchu na szerokim rynku, co zresztą od pewnego czasu widać po indeksie Russell2000, który zachowuje się lepiej od technologicznego Nasdaq.

Dobry sentyment na globalnych rynkach będzie kluczowy dla podtrzymania hossy w Warszawie. Oczywiście istotny pozostanie dolar – jego słabość zazwyczaj zachęca do szukania alternatyw na rynkach wschodzących. Niemniej w 2025 r. główne indeksy WGPW zyskały sporo – rzędu 30-40 proc. – co powoduje, że powtórzenie takiego wyniku jest zwyczajnie niemożliwe. Historycznie patrząc spółki z głównego indeksu WIG, rynek wyhamował dynamikę ruchu w sytuacji, kiedy wskaźnik ceny do wartości księgowej (P/BV) przekraczał poziom 1,4. Tymczasem ostatnie wartości tego wskaźnika sięgały już poziomu P/BV, co zwiększa ryzyko dla scenariusza zmiennego rynku w nadchodzącym roku. A złoty? Zyskał nie tylko dzięki słabemu dolarowi, ale też dzięki świetnym wynikom z polskiej gospodarki. Mowa o PKB zbliżającym się do 4 proc. nie tylko dzięki mocnej konsumpcji, ale i też rosnącym inwestycjom, czy też eksportowi (pomimo niełatwej sytuacji w handlu na świecie). Nie bez znaczenia była też kwestia stóp procentowych, ale w ujęciu realnym – te pomimo wielu cięć stóp nominalnych przez RPP nie spadły wiele, gdyż jednocześnie spadła inflacja. Sytuacja złotego może się pogorszyć, jeżeli ten spread się zmniejszy. Duży wpływ będzie mieć też komponent ukraiński, przynajmniej do czasu podpisania porozumienia pokojowego z Rosją – rynki, próbując kierować się poniekąd logiką prezydenta Donalda Trumpa, uparcie wierzą, że prędzej, czy później (czyli za kilka miesięcy) do tego dojdzie. Pierwszą reakcją będzie dalsze umocnienie złotego, ale później szybko możemy zobaczyć tak zwaną sprzedaż faktów. Pod koniec mijającego roku notowania euro spadły w okolice 4,20 zł, a dolara do 3,58 zł. Niewykluczone, że pod koniec 2026 r. te poziomy będą już nieco wyższe, co może zależeć nie tylko od kwestii z krajowej gospodarki, ale też sytuacji globalnej i środowiska geopolitycznego, które może się gwałtownie zmienić.

Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem walutowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. Tekst wyraża jego prywatne opinie i nie powinien być inaczej interpretowany.