W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Korzystając z naszej strony akceptujesz zasady Polityki Cookie.
  • Inwestorzy obawiają się recesji
Publikacja:

Inwestorzy obawiają się recesji

27 czerwca 2022

Marek Rogalski, Główny analityk walutowy w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. |

KOMENTARZ MIESIĄCA  Nie w Polsce – w USA. Prognozy poważniejszego wyhamowania gospodarki przebiły się w czerwcu do rynkowego mainstreamu po tym, jak tamtejszy bank centralny podniósł stopy procentowe aż o 75 p.b. w odpowiedzi na najwyższe od początku lat 80-tych XX wieku odczyty inflacyjne. Zaczęto się obawiać, że FED będzie chciał za wszelką cenę obniżyć nazbyt wysoką inflację.

Jeszcze w maju Jerome Powell zarzekał się, że ruch na stopach o 50 p.b. to najbardziej agresywna forma działań, na jaką może pozwolić sobie bank centralny. Odpowiadając na pytania senatorów 22 czerwca przyznał już, że scenariusz podwyżki o 100 p.b. leży na stole. Decydenci są przygotowani na wszystko i będą bardzo elastyczni. Na czerwcowym posiedzeniu FED „przedstawił” oczekiwaną ścieżkę podwyżek stóp procentowych, która jest zbieżna z tym, co oczekuje rynek – w grudniu stopa funduszy federalnych może być o 100 punktów bazowych wyższa od tzw. poziomu neutralnego, który oscyluje wokół 2,50 proc.

W takim środowisku działania FED-u powodują zasysanie kapitałów w stronę dolara. Nie pomaga zbytnio to, że inne banki centralne także zacieśniają politykę monetarną, albo sygnalizują taki ruch – jak Europejski Bank Centralny w lipcu. Wyjątkiem pozostaje Bank Japonii, który za tkwienie uparcie w „gołębich” schematach płaci dużą cenę – jen w tym roku stracił już 20 proc. wobec dolara. Amerykańska waluta nie ma zbytnio alternatywy – jeżeli USA rzeczywiście wejdą za kilkanaście miesięcy w recesję, to świat będzie miał znacznie większe problemy. To coraz mniej stabilna sytuacja w Azji (Chińczycy mogą przesuwać akcenty w stronę większego nacjonalizmu, czego ofiarą może być Tajwan), a także możliwa powtórka z kryzysu zadłużeniowego w Europie. Dopiero, co Europejski Bank Centralny zapowiedział zakończenie interwencyjnego skupu aktywów, a już szeroko zaczęto komentować trudną sytuację Włoch, które mocno poluzowały dyscyplinę fiskalną podczas pandemii. Zresztą temat kryzysów wywołanych przez skokowy niemalże wzrost rynkowych stóp procentowych jest dopiero przed nami – pod ogromną presją znalazł się dług korporacyjny, któremu jakość zepsuła ultra-luźna polityka monetarna w ostatnich latach.

Inwestorzy wiedzą, że dolar jest najbardziej bezpieczną alternatywą na trudne czasy. Pokazali to już w marcu, kiedy frank i jen zawiodły jako bezpieczne przystanie. Być może nieco zmieni to nowa polityka Narodowego Banku Szwajcarii, który w czerwcu nieoczekiwanie podniósł stopy procentowe o 50 p.b., a także odszedł od określania franka jako „nazbyt wysoko wycenianego”.

W sytuacji, kiedy USA i strefa euro za kilkanaście miesięcy mogą mieć poważne problemy, inwestorzy wolą nie angażować się zbytnio tam, gdzie ryzyko inwestycyjne może wzrosnąć. To region CEE-3, czyli trójka krajów Europy Środkowej. Wojna w Ukrainie zaczyna przechodzić w etap długotrwałego i wyniszczającego konfliktu, a dodatkowo niebezpiecznie zaczyna robić się wokół krajów bałtyckich ze względu na „obawy” Rosji, co do statusu Kaliningradu. Problemy polityczne są też innej natury – Węgrzy coraz bardziej oddalają się od Unii Europejskiej, co rodzi pytania o długoterminową stabilność forinta. Z kolei Polska pomimo podpisanego porozumienia nie ma pewności, kiedy otrzyma obiecane środki z Krajowego Programu Odbudowy – tak potrzebne w środowisku szybko rosnących kosztów zewnętrznego finansowania. W czerwcu rentowności polskich 10-letnich obligacji przekroczyły poziom 8 procent, co zaczyna być już problemem. Stajemy na progu kryzysu, chociaż dane makro raportowane przez Główny Urząd Statystyczny wyglądają jeszcze świetnie – gospodarka pozostaje mocno rozgrzana po pandemii – ale za kilkanaście miesięcy może już być zupełnie inaczej.

W czerwcu złoty odnotował osłabienie, które może inicjować kolejną falę słabości polskiej waluty. Rynek nie liczy już na to, że perspektywa dalszych podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej zamortyzuje zewnętrzne ryzyka. Zresztą po ostatnim ruchu do 6,00 proc. prezes Glapiński zaczął sygnalizować zbliżający się koniec cyklu zacieśniania polityki monetarnej, co może wydawać się nieco przedwczesne biorąc pod uwagę tendencje globalne. One sprawiają, że nie należy odrzucać scenariusza w którym stopy procentowe w Polsce za kilkanaście miesięcy mogą być przez chwilę dwucyfrowe.