W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Korzystając z naszej strony akceptujesz zasady Polityki Cookie.
  • Kręte drogi złotego

Kręte drogi złotego

Marek Rogalski, Główny analityk walutowy w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. |

27 października 2021

KOMENTARZ MIESIĄCA W październiku Rada Polityki Pieniężnej zaskoczyła rynki podwyżką stóp procentowych o 40 p.b.. do 0,50 proc., co odebrano jako sygnał, że decydenci „przegrali inflację” i zostaną teraz zmuszeni do dalszych zdecydowanych działań.

Rynek zignorował komentarze prezesa Glapińskiego, który próbował dać do zrozumienia, że to RPP wykonała teraz ruch wyprzedzający i nie jest to równoznaczne z serią podwyżek, która może nas czekać w nadchodzących miesiącach. Szef NBP dodał przy tym, że bank centralny nadal może interweniować na rynku, jeżeli uzna, że aprecjacja złotego postępuje nazbyt szybko. Na razie może być zbyteczne – jeżeli coś będzie konieczne to działania przywracające zaufanie do polskiej waluty, bo z tym jest coraz bardziej krucho. W końcu października złoty szorował przy minimach z ostatnich miesięcy, chociaż nastroje na globalnych rynkach nie były szczególnie złe. Słabość polskiej waluty wynika, zatem w dużej mierze z lokalnych czynników i to natury politycznej. Rynki coraz krytyczniej oceniają działania rządu, który prowadzi coraz bardziej ryzykowną grę z Komisją Europejską. Przegrana może kosztować nasz kraj dziesiątki miliardów euro unijnych funduszy pomocowych, które miały być fundamentem Krajowego Planu Odbudowy gospodarki po pandemii. Rząd oficjalnie nie dopuszcza możliwości, że środki mogłyby w ogóle nie trafić, a premier Morawiecki dał do zrozumienia, że na czas przejściowy (czy potrwa on do przedterminowych wyborów parlamentarnych?) Polska pożyczy je na rynkach międzynarodowych. Tego typu słowa są jednak jak woda na młyn dla spekulantów, którzy mogą zaprowadzić rentowności obligacji na jeszcze wyższe poziomy. W przeciągu miesiąca wzrosły one o ponad 100 p.b. (dla papierów 10-letnich) powracając w okolice obserwowane ostatnio wiosną 2019 r. To na rynku długu odbija się tzw. rynkowa premia za ryzyko, która jest tym wyższa, im inwestorzy mają mniej zaufania, co do gospodarczo-politycznych perspektyw danego kraju.

Czy listopad coś zmieni? W piątek 29 października opublikowane zostaną szacunki GUS dotyczące odczytu inflacji CPI, która mogła zanotować rekordowe 6,4 proc. r/r. Z kolei już 3 listopada zbierze się Rada Polityki Pieniężnej, która powinna po raz kolejny podnieść stopy procentowe, tym bardziej, że najnowsza projekcja inflacyjna potwierdzi, że ceny oderwały się od celu banku centralnego na nieco dłużej, co sugerowałoby zdecydowane interwencje. Tyle, że forward guidance w wydaniu RPP jest fatalny, poza nielicznymi głosami zdeklarowanych „jastrzębi” nie widać spójnego przekazu zapowiadającego de facto zmianę warunków gry na długie miesiące. Obawy przed nazbyt silnym złotym nie mają tu nic do rzeczy, gdyż dla zagranicznego kapitału nie staniemy się szczególnie atrakcyjni – tu chodzi bardziej o stabilizację sytuacji, która zaczyna wymykać się z pod kontroli. Tymczasem rosnąca liczba przypadków zakażeń COVID przy dojść opieszałych działaniach władz może sprawić, że czwarta fala pandemii w Polsce będzie dłuższa i bardziej męcząca zwiększając niepewność gospodarczą. Gołębi członkowie RPP mogą wykorzystać to jako pretekst do zwlekania z bardziej zdecydowanymi działaniami w polityce monetarnej. W krótkim okresie zostałoby to fatalnie przyjęte przez złotego.

Mówiąc o sytuacji wokół polskiej waluty ważne jest też globalne spojrzenie. Widoczny we wrześniu marsz dolara został w październiku przerwany, choć nie jest jasne na jak długo. Amerykańską walutę mogą faworyzować w mniejszym stopniu oczekiwania wobec polityki FED, a bardziej niepewność związana z perspektywami wzrostu gospodarczego w kontekście kryzysu energetycznego, który jeszcze bardziej może potęgować efekt wąskich gardeł, a także pomału kryzysu zadłużeniowego, który może odsłonić nowe problemy części korporacji. Tymczasem mocniejszy dolar, to zwyczajowo słabszy złoty.

Na warszawskiej giełdzie sytuacja może wydawać się nie tak pesymistyczna, jak wokół złotego, co zawdzięczamy specyfice głównych indeksów zdominowanych przez spółki surowcowe i sektor bankowy. Dobry sentyment utrzymuje się też na zachodnich parkietach. Niemniej zagrożeń zdaje się być coraz więcej, co tym samym może podkopać szanse na rajd Świętego Mikołaja.

Marek Rogalski

Autor jest głównym analitykiem walutowym Domu Maklerskiego BOŚ. Tekst wyraża jego prywatne opinie.