W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Korzystając z naszej strony akceptujesz zasady Polityki Cookie.
  • Co dalej z tym złotym?

Co dalej z tym złotym?

Marek Rogalski, Główny analityk walutowy w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. |

26 listopada 2021

KOMENTARZ MIESIĄCA Sprawdziły się pesymistyczne przepowiednie z października, złoty w listopadzie zanotował rekordy słabości nie obserwowane od lat. Czy to rachunek wystawiony decydentom za ich nieudolność?

Prezes Narodowego Banku Polskiego dopiero w końcu miesiąca dał wyraźniej do zrozumienia, że ta sytuacja nie jest korzystna, a bank centralny liczy na to, że podwyżki stóp procentowych przywrócą wiarę inwestorów w złotego. Przypomniał też, że może skorzystać z narzędzia, jakim jest interwencja na rynku walutowym. Zagraniczni inwestorzy dobrze jednak pamiętają fatalną komunikację NBP i RPP z rynkami finansowymi w ostatnich miesiącach – brak jasnej deklaracji, co do walki z inflacją sprawił, że dokonane w październiku i listopadzie wyraźne podwyżki stóp procentowych (w efekcie główna stopa wzrosła z 0,1 proc. do 1,25 proc.) nie przyniosły większego efektu. Tym samym, jeżeli teraz prezes Glapiński pośrednio przyznaje, że może licytować się na poziom stóp procentowych, to czy nie należy spodziewać się ich wzrostu do 3,0-3,5 proc. już w połowie 2022 r.? Nie można tego wykluczyć, gdyż inflacja szybko nie wyhamuje, a bank centralny będzie zmuszony podejmować kolejne zdecydowane działania. Słaby złoty przestaje być też na rękę rządowi, który z kilkumiesięcznym opóźnieniem ogłosił pakiet działań, których celem ma być zbicie inflacji – narzędziem ma być czasowa obniżka akcyzy i podatków na paliwo i gaz, a także działania osłonowe dla polskich gospodarstw. Czy deklarację premiera Morawieckiego, że rząd zrobi wszystko, aby złoty był nieco mocniejszy, można traktować poważnie? Tak, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że to on na kilka godzin przed październikową podwyżką stóp procentowych dał do zrozumienia, że oczekuje zdecydowanych działań ze strony RPP w odpowiedzi na rosnącą inflację. Ot, taki polski paradoks w kwestii ośrodka decyzyjnego.

W listopadzie na globalnych rynkach byliśmy świadkami dalszej przeceny notowań EURUSD. Pomagały w tym „gołębie” komentarze przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego, którzy do znudzenia powtarzali, że podwyższona inflacja będzie przejściowa i sytuacja nie będzie wymagać interwencji w postaci podwyżki stóp procentowych w 2022 r. Na to nałożyła się też coraz trudniejsza sytuacja pandemiczna – jeszcze w pierwszej połowie listopada WHO oceniła, że globalne epicentrum COVID przesunęło się do Europy. Politycy długo jednak ociągali się z przywracaniem obostrzeń, ignorując fakt, że średnia unijna dla odsetka zaszczepionych osób, mocno odbiega od satysfakcjonujących lekarzy poziomów 80-90 proc. Ostatecznie szokiem okazała się decyzja Austriaków o wprowadzeniu przymusowego lockdownu dla wszystkich, oraz powszechnego obowiązku szczepień. Tą drogą nie poszły inne kraje, ale to wystarczyło do tego, aby powrócił strach przed schematem znanym z poprzedniej zimy, kiedy restrykcje opóźniły ożywienie europejskiej gospodarki. Tymczasem tego problemu nie mają w ogóle Amerykanie – dane makroekonomiczne są mocne, co zwiększa presję na FED, co do szybszego tempa normalizacji polityki monetarnej. Na początku listopada decydenci jednomyślnie zdecydowali o ograniczaniu miesięcznego tempa skupu aktywów o 15 mld USD, ale rynek zaczyna żądać nawet podwojenia taperingu, oraz oczekuje aż trzech podwyżek stóp procentowych w 2022 r. Czy to jednak możliwe w sytuacji, kiedy szefem Rezerwy Federalnej został na kolejną kadencję „gołąb” Jerome Powell?

Dysonans pomiędzy stanem amerykańskiej gospodarki, a resztą świata dobrze było widać na rynkach akcji. Podczas kiedy indeksy na Wall Street biły nowe rekordy, niemiecki DAX przegrywał tą rywalizację, a nasz krajowy WIG20 znalazł się w gronie najgorszych. Ekonomiści już rewidują wcześniejsze prognozy wzrostu gospodarczego na przyszły rok – teraz 4,0-4,5 proc. będzie bardzo dobrym wynikiem. Czy jednak to oznacza, że nie będzie w tym roku tzw. rajdu Świętego Mikołaja, czyli podbicia na rynkach akcji w pierwszej połowie grudnia? Nie do końca. W USA hossa jest na razie niezagrożona, a rynki w Europie nadmiernie przereagowały zagrożenia związane z COVID. Z kolei w Warszawie wsparciem dla największych spółek, na których może operować zagraniczny kapitał, może okazać się czasowe ustabilizowanie się sytuacji na złotym. Wsparciem dla naszej waluty będzie kolejna podwyżka stóp procentowych przez RPP na jej grudniowym posiedzeniu – szacuje się ruch o 75 p.b. do poziomu 2,00 proc.

Marek Rogalski

Autor jest głównym analitykiem walutowym w DM BOŚ. Tekst wyraża jego prywatne opinie.