W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Korzystając z naszej strony akceptujesz zasady Polityki Cookie.
  • Złoty dobrze kończy ten dziwny rok

Złoty dobrze kończy ten dziwny rok

Marek Rogalski, Główny Analityk Walutowy w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska |

22 grudnia 2020

KOMENTARZ MIESIĄCA: Pandemię COVID-19 wielu ekonomistów przyrównuje do Wielkiego Kryzysu z lat trzydziestych ubiegłego wieku, albo do czasów Drugiej Wojny Światowej. Tak czy inaczej, to wydarzenie dużego kalibru, które wcześniej znaliśmy z książek i filmów science-fiction.

Teoretycznie, zatem na rynkach powinno być źle, lub bardzo źle. Tymczasem wcale tak nie jest. Równoległy świat, inwestycyjny Matrix? Nie, to tylko efekt masowego drukowania pieniędzy przez banki centralne. W tym roku złamane zostały tematy tabu – program QE zastosowała większość z nich, nawet nasz NBP. Dodatkowo rządy zainicjowały ogromne wsparcie poprzez szereg dedykowanych programów. To nie tylko tzw. tarcze antykryzysowe, ale przede wszystkim działania mające ponownie postawić gospodarkę na nogi, jak pandemia w końcu się zakończy. Na razie, zatem ciężko chory pacjent dostał silną morfinę, która ma uśmierzyć jego ból, ale skutkiem ubocznym jest utrata kontaktu z rzeczywistością…. Ale nie bądźmy aż tak sarkastyczni. Decydenci w bankach centralnych dobrze wiedzieli, co oznacza program QE dla rynków finansowych – ostatnie lata wyraźnie to pokazały. Środki nie idą na wsparcie gospodarki, tylko na spekulację wokół której już zaczyna nadpisywać się tzw. nową ekonomię, gdzie nie liczą się zyski spółek, tylko ich sprzedaż, liczba klientów, oraz cały marketing w postaci wyceny marki i tak dalej i tak dalej. Zaraz, zaraz… czy już gdzieś tego nie słyszeliśmy? Sytuacja wokół spółek technologicznych w USA, a także całej branży samochodów elektrycznych, jest podobna do bańki dotcomów w 2000 r. No tylko, że wtedy nie było takiej stymulacji ze strony banków centralnych. Teraz to co może nam się wydawać drogie, wcale takie nie musi być. Według obecnej narracji banków centralnych zerowe stopy procentowe mogą utrzymać się jeszcze przez dobrych kilka lat, a programy skupu aktywów nie będą ograniczane przed 2022 r. To może oznaczać, że to surrealistyczne środowisko inwestycyjne nie ulegnie większym zmianom w pierwszych miesiącach 2021 r. Gdzie szukać sygnałów zmiany? W mutacjach koronawirusa i problemach ze szczepieniami, które dopiero zaczną ruszać? Nie, zupełnie odwrotnie. Hossa na rynkach skończy się najpewniej wraz z informacjami o nabyciu przez społeczeństwa tzw. odporności stadnej, czyli faktycznym zakończeniu pandemii. Bo, to będzie oznaczać konieczność przedstawienia przez decydentów ścieżki wycofywania się programów stymulacyjnych, środowiska niskich stóp, oraz szalonego dodruku pieniądza. Czy to paradoks? Jak najbardziej, ale tak dzieje się w sytuacji, kiedy wywraca się do góry nogami mechanizmy rynków i ekonomii.

Globalny optymizm udzielił się w tym roku warszawskiej giełdzie, a liczba aktywnych rachunków inwestycyjnych w domach maklerskich znacząco wzrosła. Mieliśmy i szaloną hossę małych i średnich spółek (zwłaszcza przed wakacjami), ale i też ożywienie w segmencie tradycyjnych blue-chips. Największym wygranym są spółki gamingowe, niezależnie od grudniowego „potknięcia” notowań CD Projektu. Na rynkach walut przegranym mijającego roku okazał się amerykański dolar. To cena, jaką ta waluta płaci za działania FED (to dolarów drukuje się najwięcej i są dostępne dla niemalże dla każdego), ale i zmiany na scenie politycznej. Wprawdzie w listopadowych wyborach Demokraci nie przejęli pełni władzy, Senat pozostał w rękach republikańskiej opozycji, to jednak administracja Joe Bidena na pewno nie będzie tą, która będzie szukać oszczędności w wydatkach. I to nawet w sytuacji, kiedy publiczne finanse będą w gestii Janet Yellen, która przez kilka lat była szefową FED. Amerykanie w zasadzie muszą walczyć o jedno, a jest to utrzymanie dominacji dolara, który ma status globalnej waluty rezerwowej. Przez kilka najbliższych lat na pewno nie będą zagrożeni, ale warto wspomnieć kto wygrał 2020 rok. To Chiny, które wzmocniły się gospodarczo w sytuacji, kiedy świat mocno stracił. Chiński juan przestał już być walutą, której nie warto było mieć w portfelu – w ciągu ostatniego półrocza zyskał blisko 10 proc. w relacji do dolara i znalazł się w doborowym gronie. A polski złoty? Dolar zaliczył rollercoaster, wpierw gwałtownie wzrósł w okolice 4,30 zł w marcu, aby w kolejnych miesiącach stracić ponad 65 groszy. Na tym tle euro było stabilniejsze i kończy rok w okolicach 4,45 zł. Tym samym jest droższe, niż na początku roku, ale biorąc pod uwagę w jakich czasach przyszło nam funkcjonować, to jest względnie stabilne…

Marek Rogalski

Autor jest głównym analitykiem walutowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska. Tekst wyraża jego prywatne opinie.