Złoty zaczął nam słabnąć

Prawie 4,30 zł za euro i ponad 3,77 zł za dolara – to poziomy, jakie były na rynku w ostatni dzień czerwcowego handlu. W przeciągu miesiąca polska waluta straciła blisko 8 groszy wobec euro i aż 15 groszy względem dolara. Czy to wynik gorszego postrzegania polskiej gospodarki przez inwestorów, czy też czegoś innego?

Mijający miesiąc przyniósł spore zaskoczenie, jeżeli chodzi o przekaz jaki popłynął po posiedzeniu Rezerwy Federalnej w połowie czerwca. Decydenci odnieśli się do faktów – silnego rynku pracy i niebezpiecznie podwyższonej inflacji, a sam Kevin Warsh dał twardo do zrozumienia, że żelazne zasady nie będą łamane i bank centralny będzie reagować, jeżeli wymusi to sytuacja. Efekt? Natychmiast zaczęto wyceniać możliwość podwyżki stóp jeszcze we wrześniu. Pojawiły się też oczekiwania, co do drugiego ruchu na przełomie roku. Dolar na tej fali wyraźnie zyskał względem pozostałych walut – USD Index złamał kluczowy opór przy 101 pkt., a EURUSD spadł poniżej wsparcia przy 1,14. Wcześniej, na początku miesiąca stopy procentowe o 25 punktów baz. do 2,25 proc. podniósł Europejski Bank Centralny, ale rynek spodziewał się tego wcześniej, a podtrzymanie „jastrzębiej” narracji przy komunikacie uznano za mało wiarygodne. Argumentem stały się wydarzenia, jakie pojawiły się w drugiej połowie miesiąca – Donald Trump w końcu dogadał się z Iranem, co do memorandum pokojowego, co doprowadziło do silnych spadków cen ropy. Notowania surowca spadły w zasadzie do poziomów sprzed wojny (baryłka Brent potaniała do 74 USD). Dla niektórych gospodarek, gdzie wpływ wahań ropy miał duże znaczenie, można uznać to za wyraźny impuls dezinflacyjny. Rynek wprawdzie nie wyklucza jeszcze drugiej podwyżki stóp przez ECB w tym roku na jesieni, ale szanse na taki ruch zmalały do zaledwie 60 proc. Nieco inaczej wygląda to w USA, gdzie generalnie mamy do czynienia też z tzw. inflacyjną gospodarką. Niemniej inwestorzy będą uważnie obserwować nadchodzące dane, oraz to, co będzie komunikował rynkom Kevin Warsh. Najbliższe posiedzenie FED mamy w końcu lipca i to ono powinno ustawić oczekiwania, co wczesnej jesieni.

Tymczasem szanse na podwyżkę stóp w Polsce po publikacji ostatnich danych o inflacji konsumenckiej praktycznie spadły do zera. Na początku miesiąca pewnym zaskoczeniem były dane za maj, które wskazały na jej spadek do 3,1 proc. r/r, ale zejście inflacji w czerwcu do 2,5 proc. r/r i jej spadek o 0,5 proc. m/m (notabene dynamika jest największa od 1998 r. ) to sygnał, że presja inflacyjna nie stanowi zagrożenia. I raczej nie zmieni tego całkowite zakończenie przez rząd programu dopłat do paliw (CPN) z końcem czerwca. W strefie euro mamy marazm gospodarczy, co powoduje, że nasza gospodarka nie dostanie nowych bodźców do wzrostu. Niektórzy wskazują, że możemy być bliżej zakończenia wojny Rosji z Ukrainą, co mogłoby dać impuls wzrostowy dla naszego regionu, ale ostatnie pogorszenie relacji dyplomatycznych pomiędzy Warszawą, a Kijowem może sprawić, że lukratywne kontrakty przepadną na rzecz spółek z zachodniej Europy.

Czerwiec przyniósł większe wahania na rynkach akcji. Początkowo wpływ na to miało rosnące zniecierpliwienie inwestorów przedłużającym się konfliktem z Iranem, ale później doszły do tego obawy, co do nazbyt „jastrzębiego” podejścia FED, co mogłoby zaszkodzić big-techom, które w ostatnich miesiącach poczyniły spore nakłady inwestycyjne emitując m.in. dodatkowe zadłużenie. Nadmierną wyprzedaż ograniczyła jednak taniejąca ropa, gdyż może to zredukować realne ruchy Rezerwy Federalnej na stopach procentowych w najbliższych miesiącach do niezbędnego minimum. Głośny debiut kosmicznego giganta, jakim jest SpaceX przyniósł okresowy wzrost spółkami z tej branży, ale późniejsza korekta pokazała, że właściwy czas dla nich dopiero nadejdzie za jakiś czas.

Jaki może być lipiec? Kluczowe będzie to, czy rynek będzie dalej bać się FED-u, czy też to się zmieni. Jeżeli dolar na świecie przestałby się umacniać, to złoty miałby szanse na odreagowanie. Zwłaszcza, że lipcowe statystyki były zazwyczaj dobre dla polskiej aktywów. Z kolei rozpoczynający się w drugiej połowie miesiąca sezon wyników amerykańskich spółek za II kwartał powinien przywrócić zainteresowanie Wall Street biorąc pod uwagę, że poprzedni kwartał był rekordowy pod względem raportowanych zysków.

Marek Rogalski
Główny analityk rynkowy w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska.