KOMENTARZ MIESIĄCA Marzec upłynął pod znakiem wojny w Iranie. Konfliktu, który miał się skończyć po kilkunastu dniach, a może potrwać nawet miesiące – pojawia się coraz więcej dowodów na to, że administracja USA nie przemyślała dokładnie strategii i jej skutków.
Nie brakuje porównań, że Trump zachował się w przypadku Iranu podobnie, jak Putin wobec Ukrainy – chodzi tu oczywiście o charakterystykę działania, a nie intencje stojące za konkretnymi działaniami. Teheran broni się równie sprytnie, tak jak Kijów, co pokazuje, że wojny XXI wieku będą zupełnie inne, a szanse w bezpośrednim starciu nie są już asymetryczne. Irańczycy skutecznie obnażyli słabość USA, jeżeli chodzi o tzw. system petrodolara. Uzależnione od USA, bogate kraje Zatoki Perskiej stały się z dnia na dzień „bezbronne” w starciu z irańskimi rakietami i dronami, które zaczęły niszczyć gospodarcze filary – eksport surowców i zaplecze turystyczne. Jednocześnie Irańczycy zamknęli na dobre Cieśninę Ormuz – nawet po zakończeniu wojny planują już na stałe pobierać opłaty za przepłynięcie przez ten kluczowy akwen. Efekt – szok podażowy na rynku ropy, gazu (eksportowanego do Europy i Azji), oraz helu, który jest istotny w przemyśle nowych technologii. Ekonomiści co kilka dni rewidują swoje prognozy dotyczące globalnej inflacji, padają pytania o skalę wyhamowania wzrostu gospodarczego i przyszłe ruchy banków centralnych – praktycznie odrzucono scenariusze dla cięć stóp procentowych, pozostały spekulacje – kiedy i ile podwyżek. Na razie bankierzy pozostają ostrożni, nie dając pretekstów rynkom do nadmiernych plotek – kluczowe w takich sytuacjach jest zachowanie spokoju i nie uleganie nadmiernym emocjom.
Te jednak nieustannie dostarcza rynkom finansowym sam prezydent USA. Donald Trump „kręci i mota” w temacie Iranu – słynny tweet na social mediach w dniu 23 marca doprowadził do skokowej zmienności na głównych instrumentach. Kolejne dni pokazały jednak, że prawdy było w tym niewiele- Irańczycy formalnie nie rozmawiali i nie podjęli oficjalnych negocjacji z USA w kwestii zakończenia wojny. Rośnie prawdopodobieństwo eskalacji konfliktu w drugim tygodniu kwietnia, jeżeli USA podejmą decyzję o ograniczonej operacji lądowej – tak zwane ultimatum Trumpa wygasa 6 kwietnia wieczorem. Administracja USA może żywić przekonanie, że taki ruch wojskowy stworzy asymetryczną pozycję w przyszłych negocjacjach. Co jednak, jeżeli Trump znów się myli? Ropa po 120 USD, lub więcej, jeżeli jemeńscy Huti zablokują kluczową, drugą cieśninę na Bliskim Wschodzie, czyli Bab al-Mandab? Irański reżim dobrze opanował już szantaż krajów Zachodu poprzez eskalowanie sytuacji na rynkach surowców i na pewno z tego jeszcze skorzysta.
Wstępne dane ekonomiczne za marzec nie wypadły nazbyt źle, wpływ drożejących cen ropy na globalną gospodarkę, był jeszcze ograniczony. Ale jeżeli sytuacja będzie trwać i dodatkowo eskalować przez kolejne tygodnie, to za kilka miesięcy będziemy mówić nie o hamowaniu wzrostu gospodarczego, tylko globalnym kryzysie. Zwłaszcza, że świat wchodzi w okres większych turbulencji. Potencjalną „wewnętrzną wojnę” w USA po listopadowych wyborach połówkowych do Kongresu, mogą wykorzystać Chiny decydując się na ruchy wobec Tajwanu, czy tez Rosja eskalując sytuację w Ukrainie, czy wręcz prowokując wydarzenia w należących do NATO republikach bałtyckich.
Polski złoty w pierwszych dniach wojny w Iranie stracił na wartości średnio 9 groszy wobec euro i ponad 15 groszy wobec dolara. Później przez pewien czas rynki próbowały grać na de-eskalację konfliktu. Kolejna faza kapitulacji rozpoczęła się w ostatnich dniach marca i kwiecień nie zapowiada się najlepiej. USA wbrew twierdzeniom administracji Trumpa mogą utknąć w Iranie na dłużej, co byłoby też w interesie Izraela, który nie patrzy na skutki gospodarcze tej wojny. Wraz ze słabością złotego pojawiły się spadki na warszawskiej giełdzie, oraz rynkach długu. Kluczowy benchmark 10-letnich obligacji rządowych wskazał na wzrost rentowności z niecałych 5,00 proc. do blisko 6,00 proc. – ruch o 100 punktów baz. w ciągu miesiąca to sygnał problemów, jakie pojawią się w przyszłości. Polski budżet jeszcze przed wojną w Iranie był dość napięty, a teraz za kilkanaście miesięcy sytuacja może stać się dramatyczna.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem rynkowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. Tekst nie stanowi rekomendacji i wyraża wyłącznie jego prywatne opinie.
Nie brakuje porównań, że Trump zachował się w przypadku Iranu podobnie, jak Putin wobec Ukrainy – chodzi tu oczywiście o charakterystykę działania, a nie intencje stojące za konkretnymi działaniami. Teheran broni się równie sprytnie, tak jak Kijów, co pokazuje, że wojny XXI wieku będą zupełnie inne, a szanse w bezpośrednim starciu nie są już asymetryczne. Irańczycy skutecznie obnażyli słabość USA, jeżeli chodzi o tzw. system petrodolara. Uzależnione od USA, bogate kraje Zatoki Perskiej stały się z dnia na dzień „bezbronne” w starciu z irańskimi rakietami i dronami, które zaczęły niszczyć gospodarcze filary – eksport surowców i zaplecze turystyczne. Jednocześnie Irańczycy zamknęli na dobre Cieśninę Ormuz – nawet po zakończeniu wojny planują już na stałe pobierać opłaty za przepłynięcie przez ten kluczowy akwen. Efekt – szok podażowy na rynku ropy, gazu (eksportowanego do Europy i Azji), oraz helu, który jest istotny w przemyśle nowych technologii. Ekonomiści co kilka dni rewidują swoje prognozy dotyczące globalnej inflacji, padają pytania o skalę wyhamowania wzrostu gospodarczego i przyszłe ruchy banków centralnych – praktycznie odrzucono scenariusze dla cięć stóp procentowych, pozostały spekulacje – kiedy i ile podwyżek. Na razie bankierzy pozostają ostrożni, nie dając pretekstów rynkom do nadmiernych plotek – kluczowe w takich sytuacjach jest zachowanie spokoju i nie uleganie nadmiernym emocjom.
Te jednak nieustannie dostarcza rynkom finansowym sam prezydent USA. Donald Trump „kręci i mota” w temacie Iranu – słynny tweet na social mediach w dniu 23 marca doprowadził do skokowej zmienności na głównych instrumentach. Kolejne dni pokazały jednak, że prawdy było w tym niewiele- Irańczycy formalnie nie rozmawiali i nie podjęli oficjalnych negocjacji z USA w kwestii zakończenia wojny. Rośnie prawdopodobieństwo eskalacji konfliktu w drugim tygodniu kwietnia, jeżeli USA podejmą decyzję o ograniczonej operacji lądowej – tak zwane ultimatum Trumpa wygasa 6 kwietnia wieczorem. Administracja USA może żywić przekonanie, że taki ruch wojskowy stworzy asymetryczną pozycję w przyszłych negocjacjach. Co jednak, jeżeli Trump znów się myli? Ropa po 120 USD, lub więcej, jeżeli jemeńscy Huti zablokują kluczową, drugą cieśninę na Bliskim Wschodzie, czyli Bab al-Mandab? Irański reżim dobrze opanował już szantaż krajów Zachodu poprzez eskalowanie sytuacji na rynkach surowców i na pewno z tego jeszcze skorzysta.
Wstępne dane ekonomiczne za marzec nie wypadły nazbyt źle, wpływ drożejących cen ropy na globalną gospodarkę, był jeszcze ograniczony. Ale jeżeli sytuacja będzie trwać i dodatkowo eskalować przez kolejne tygodnie, to za kilka miesięcy będziemy mówić nie o hamowaniu wzrostu gospodarczego, tylko globalnym kryzysie. Zwłaszcza, że świat wchodzi w okres większych turbulencji. Potencjalną „wewnętrzną wojnę” w USA po listopadowych wyborach połówkowych do Kongresu, mogą wykorzystać Chiny decydując się na ruchy wobec Tajwanu, czy tez Rosja eskalując sytuację w Ukrainie, czy wręcz prowokując wydarzenia w należących do NATO republikach bałtyckich.
Polski złoty w pierwszych dniach wojny w Iranie stracił na wartości średnio 9 groszy wobec euro i ponad 15 groszy wobec dolara. Później przez pewien czas rynki próbowały grać na de-eskalację konfliktu. Kolejna faza kapitulacji rozpoczęła się w ostatnich dniach marca i kwiecień nie zapowiada się najlepiej. USA wbrew twierdzeniom administracji Trumpa mogą utknąć w Iranie na dłużej, co byłoby też w interesie Izraela, który nie patrzy na skutki gospodarcze tej wojny. Wraz ze słabością złotego pojawiły się spadki na warszawskiej giełdzie, oraz rynkach długu. Kluczowy benchmark 10-letnich obligacji rządowych wskazał na wzrost rentowności z niecałych 5,00 proc. do blisko 6,00 proc. – ruch o 100 punktów baz. w ciągu miesiąca to sygnał problemów, jakie pojawią się w przyszłości. Polski budżet jeszcze przed wojną w Iranie był dość napięty, a teraz za kilkanaście miesięcy sytuacja może stać się dramatyczna.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem rynkowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. Tekst nie stanowi rekomendacji i wyraża wyłącznie jego prywatne opinie.