Złoty osłabił się w mijającym miesiącu do dawno niewidzianych poziomów. W przypadku EURPLN zbliżyliśmy się do 4,41 zł, a USDPLN do 3,96 zł. To waluty, bo giełda pozostała silna – WIG20 w końcu miesiąca oscylował blisko wrześniowych maksimów ponad poziomem 4200 pkt. O ile krajowe spółki mogą być postrzegane jako atrakcyjne przez inwestorów na tle ich zagranicznych odpowiedników, o tyle sytuacja wokół złotego jest nieco inna. To pokazuje dlaczego coraz wyraźniej wytracana jest dawna korelacja pomiędzy tymi klasami aktywów – silny złoty to silna giełda i odwrotnie. I nie jest to bynajmniej dowód na większą koncentrację akcji pośród krajowych funduszy.
Co się w takim razie dzieje ze złotym? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać nie tylko w prostym schemacie silnego dolara. Amerykańska waluta jest silna, bo mamy kombinację wciąż silnej gospodarki oraz perspektywy dalszych działań banku centralnego – FED zapowiedział przecież zdecydowaną walkę z inflacją. Oczywiście ta korelacja kiedyś pęknie, podobnie jak skończy się długotrwała hossa na Wall Street, ale rynki zdają się tego teraz nie zakładać. Za to widzą większą wrażliwość gospodarek europejskich i azjatyckich na ostatnie wahania cen surowców, oraz brak ich zdecydowanego zaangażowania w rewolucję AI. Do tej układanki dochodzą jednak coraz mocniej ryzyka natury fiskalnej. Sytuacja polityczna we Francji była trudna od dawna, ale teraz politycy zaczynają dosłownie wywieszać „białą flagę”. Sytuacja wymusza cięcia wydatków w przyszłorocznym budżecie pod którym nikt nie chce się podpisać – mniejszościowy rząd premiera Lecornu nie ma wiele do gadania, a opozycja unika „społecznej odpowiedzialności” przed wyborami zaplanowanymi za pół roku wyborami. Zresztą francuska ulica dosłownie znalazła się „w ogniu”, a demonstranci odnoszą się do coraz wyższych kosztów codziennego funkcjonowania… Agencja Moody’s na razie oszczędziła rating Francji (pozostał na poziomie Aa3), ale nie oznacza, że nie jest źle. Szanse na poważne reformy jest niewielka, a ryzyko rozlania się społecznych protestów na inne kraje europejskie dość duże, jeżeli jeszcze uwzględnimy ryzyko dalszych wzrostów cen surowców, jeżeli Donald Trump wyruszy w listopadzie na kolejną potyczkę z Iranem. W efekcie euro na światowych rynkach jest coraz słabsze, bo inwestorzy obawiają się problemów na rynkach długu, oraz tego, że wpłyną one na wycenę mniejszej liczby podwyżek stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. W październiku para EURUSD zbliżyła się w okolice 1,11 i być może na tym się nie skończy. Tymczasem wątek problemów fiskalnych w państwach strefy euro wymusza też analizę podobnych problemów w Polsce, gdzie wskaźniki deficytu i zadłużenia zaczynają być alarmujące. Co gorsza dzieje się to w sytuacji, kiedy dynamika wzrostu gospodarczego Polski jest jedną z najwyższych w Unii Europejskiej. Czy to nie czas na reformy? Ale jak to zrobić, kiedy we wrześniu 2027 r. będziemy mieć wybory, a sondaże pokazują, że obecna koalicja rządząca może nie zdobyć wymaganej większości? W tym kontekście ciekawym wydarzeniem dla złotego będzie decyzja agencji ratingowej S&P, która 6 listopada zdecyduje o ratingu Polski. Szanse na jego cięcie nie są duże, ale już perspektywa może wrócić do „negatywnej”.
Polska waluta czy tego chcemy, czy nie, pozostaje też podatna na silne wahania na rynkach emerging markets, chociaż kilka dwa miesiące temu zostaliśmy formalnie zakwalifikowani jako rynek rozwinięty. Tymczasem 26 października zostanie zapamiętany jako czarny dzień dla brazylijskich aktywów.
Nieoczekiwana reelekcja urzędującego prezydenta Luli da Silvy nasiliła obawy, czy kraj będzie w stanie obronić się przed nadciągającym kryzysem fiskalnym (deficyt budżetowy przekroczył już 8 proc. do PKB).
Tematem listopada na rynkach finansowych będą jednak wybory połówkowe w USA zaplanowane na 3 listopada. Teoretycznie spodziewany pat polityczny – Izba Reprezentantów przejdzie w ręce Demokratów, co zwiąże ręce Trumpowi w kwestii polityki wewnętrznej – historycznie był odbierany, jako pozytywny, ale teraz może być nieco inaczej. Po pierwsze próby podważenia wyborów – Biały Dom nie może tego zrobić bezpośrednio, ale może zasypać sądy stanowe wnioskami o stwierdzenie ważności wyborów w kontekście zachowania ich procedur i tak dalej. To mogłoby zaszkodzić dolarowi. Po drugie – kolejna wojna z Iranem może zdestabilizować region Bliskiego Wschodu i poprzez kolejną falę risk-off wpłynąć na globalne aktywa. To z kolei mogłoby amerykańską walutę umocnić. I trudno w tym momencie ocenić, co będzie bardziej prawdopodobne. Pewne jest tylko jedno – wysoka zmienność na rynkach utrzyma się także w listopadzie.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem rynkowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. Tekst zawiera wyłącznie jego prywatne opinie.
Co się w takim razie dzieje ze złotym? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać nie tylko w prostym schemacie silnego dolara. Amerykańska waluta jest silna, bo mamy kombinację wciąż silnej gospodarki oraz perspektywy dalszych działań banku centralnego – FED zapowiedział przecież zdecydowaną walkę z inflacją. Oczywiście ta korelacja kiedyś pęknie, podobnie jak skończy się długotrwała hossa na Wall Street, ale rynki zdają się tego teraz nie zakładać. Za to widzą większą wrażliwość gospodarek europejskich i azjatyckich na ostatnie wahania cen surowców, oraz brak ich zdecydowanego zaangażowania w rewolucję AI. Do tej układanki dochodzą jednak coraz mocniej ryzyka natury fiskalnej. Sytuacja polityczna we Francji była trudna od dawna, ale teraz politycy zaczynają dosłownie wywieszać „białą flagę”. Sytuacja wymusza cięcia wydatków w przyszłorocznym budżecie pod którym nikt nie chce się podpisać – mniejszościowy rząd premiera Lecornu nie ma wiele do gadania, a opozycja unika „społecznej odpowiedzialności” przed wyborami zaplanowanymi za pół roku wyborami. Zresztą francuska ulica dosłownie znalazła się „w ogniu”, a demonstranci odnoszą się do coraz wyższych kosztów codziennego funkcjonowania… Agencja Moody’s na razie oszczędziła rating Francji (pozostał na poziomie Aa3), ale nie oznacza, że nie jest źle. Szanse na poważne reformy jest niewielka, a ryzyko rozlania się społecznych protestów na inne kraje europejskie dość duże, jeżeli jeszcze uwzględnimy ryzyko dalszych wzrostów cen surowców, jeżeli Donald Trump wyruszy w listopadzie na kolejną potyczkę z Iranem. W efekcie euro na światowych rynkach jest coraz słabsze, bo inwestorzy obawiają się problemów na rynkach długu, oraz tego, że wpłyną one na wycenę mniejszej liczby podwyżek stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. W październiku para EURUSD zbliżyła się w okolice 1,11 i być może na tym się nie skończy. Tymczasem wątek problemów fiskalnych w państwach strefy euro wymusza też analizę podobnych problemów w Polsce, gdzie wskaźniki deficytu i zadłużenia zaczynają być alarmujące. Co gorsza dzieje się to w sytuacji, kiedy dynamika wzrostu gospodarczego Polski jest jedną z najwyższych w Unii Europejskiej. Czy to nie czas na reformy? Ale jak to zrobić, kiedy we wrześniu 2027 r. będziemy mieć wybory, a sondaże pokazują, że obecna koalicja rządząca może nie zdobyć wymaganej większości? W tym kontekście ciekawym wydarzeniem dla złotego będzie decyzja agencji ratingowej S&P, która 6 listopada zdecyduje o ratingu Polski. Szanse na jego cięcie nie są duże, ale już perspektywa może wrócić do „negatywnej”.
Polska waluta czy tego chcemy, czy nie, pozostaje też podatna na silne wahania na rynkach emerging markets, chociaż kilka dwa miesiące temu zostaliśmy formalnie zakwalifikowani jako rynek rozwinięty. Tymczasem 26 października zostanie zapamiętany jako czarny dzień dla brazylijskich aktywów.
Nieoczekiwana reelekcja urzędującego prezydenta Luli da Silvy nasiliła obawy, czy kraj będzie w stanie obronić się przed nadciągającym kryzysem fiskalnym (deficyt budżetowy przekroczył już 8 proc. do PKB).
Tematem listopada na rynkach finansowych będą jednak wybory połówkowe w USA zaplanowane na 3 listopada. Teoretycznie spodziewany pat polityczny – Izba Reprezentantów przejdzie w ręce Demokratów, co zwiąże ręce Trumpowi w kwestii polityki wewnętrznej – historycznie był odbierany, jako pozytywny, ale teraz może być nieco inaczej. Po pierwsze próby podważenia wyborów – Biały Dom nie może tego zrobić bezpośrednio, ale może zasypać sądy stanowe wnioskami o stwierdzenie ważności wyborów w kontekście zachowania ich procedur i tak dalej. To mogłoby zaszkodzić dolarowi. Po drugie – kolejna wojna z Iranem może zdestabilizować region Bliskiego Wschodu i poprzez kolejną falę risk-off wpłynąć na globalne aktywa. To z kolei mogłoby amerykańską walutę umocnić. I trudno w tym momencie ocenić, co będzie bardziej prawdopodobne. Pewne jest tylko jedno – wysoka zmienność na rynkach utrzyma się także w listopadzie.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem rynkowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. Tekst zawiera wyłącznie jego prywatne opinie.