KOMENTARZ EKSPERTA Maj był kolejnym dobrym okresem dla ryzykownych aktywów. Głównie za sprawą oczekiwań, co do zakończenia konfliktu na Bliskim Wschodzie. Rynek cynicznie kalkuluje, że Donald Trump nie może sobie pozwolić na prowadzenie wojny z Iranem nazbyt długo, o ile jego celem nie jest polityczna i gospodarcza katastrofa.
Wojny nie chce też sam Iran, gdyż reżim za wszelką cenę będzie chciał utrzymać się u władzy. W tym konflikcie Amerykanie działają z dominacji siły, ale to Irańczycy wygrywają sprytem. Rynek to widzi i zakłada, że powrót do intensywnych działań militarnych z marca jest mało prawdopodobny. Przewagą Iranu jest czas, którego nie mają USA. Cieśnina Ormuz musi być ponownie otwarta, jeżeli świat nie chce stanąć na progu katastrofy związanej z brakiem ropy, która w rekordowym tempie znika z magazynów. Dlatego też być może Irańczykom uda się narzucić pomysł poboru opłat za międzynarodowy tranzyt. Czerwiec może być w tym względzie kluczowym okresem. Jak jednak Donald Trump sprzeda ten fakt swoim wyborcom? Sprzeczne narracje mamy jednak już od pewnego czasu, teraz może być podobnie.
Patrząc jednak przez czysto gospodarcze aspekty, to mleko już się rozlało. Decydenci w Europejskim Banku Centralnym uważają, że nie możemy już mówić o inflacji wynikającej z szoku podażowego na rynku ropy i gazu i szanse na tak zwany efekt drugiej rundy są duże. W efekcie podwyżka stóp procentowych o 25 pkt. baz. na posiedzeniu 11 czerwca jest dość prawdopodobna. Będą kolejne? To może zależeć od tego jak będą wyglądać perspektywy dla europejskiej gospodarki. Tak zwany indeks niespodzianek ekonomicznych dla Eurostrefy wypada blado w porównaniu ze swoim amerykańskim odpowiednikiem. Gospodarka USA była mocno rozpędzona przed wojną z Iranem i teraz jest to jej elementem przewagi – choć do czasu. Nastroje konsumenckie sukcesywnie słabną, a odczyt PKB za I kwartał rozczarował niższym od spodziewanego wzrostem. Nie musi to być jednak problem dla amerykańskiej waluty. Wprawdzie rynek spodziewa się podwyżki stóp przez FED dopiero w IV kwartale, a nowy szef tej instytucji (Kevin Warsh) ma „gołębie” zacięcie, to teza o tak zwanym „uśmiechu dolara” może zyskiwać na popularności. W zestawieniu USA kontra świat, wygranym będą nadal Amerykanie, co będzie wspierać scenariusze oczekiwań reflacyjnych. Na to nakłada się siła Wall Street napędzana rewolucją wokół sztucznej inteligencji, ale nie tylko. W I kwartale spółki z indeksu S&P500 zaraportowały wyniki średnio o 28 proc. wyższe niż rok wcześniej. Tym samym różnice w „jakości” spółek z USA w zestawieniu z ich odpowiednikami z Europy, czy Chin są aż zanadto widoczne. W maju indeks S&P500 ustanowił swoje historyczne maksima w rejonie 7580 pkt. bijąc o ponad 500 punktów poprzedni szczyt ze stycznia. Niemiecki DAX do tej pory tych okolic nawet nie przetestował. Na tym tle warszawskiemu WIG20 jest bliżej do amerykańskiej charakterystyki – w ostatniej dekadzie maja testowane były historyczne szczyty przy 3700 pkt. Wpływ na to mają utrzymujące się dobre dane z polskiej gospodarki, a także niska wycena wskaźnikowa spółek w porównaniu z ich zagranicznymi odpowiednikami. To tłumaczy też względną siłę polskiego złotego- w końcu maja EURPLN ustabilizował się wokół 4,23, a USDPLN był wart podobnie jak na jego początku – 3,62.
Jaki będzie czerwiec? Globalne rynki zdominuje gigantyczna oferta na Wall Street, jaką będzie debiut SpaceX. To pozwoli utrzymać względnie dobry sentyment wokół ryzykownych aktywów nawet w sytuacji, kiedy USA i Iran nadal nie będą w stanie się porozumieć i odblokować Cieśniny Ormuz. W przypadku walut kluczowe będą posiedzenia ECB (11 czerwca) i FED (16 czerwca), które przyniosą kluczowe informacje dla perspektyw EURUSD w wakacje. Rynki może szczególnie interesować to, co będzie miał do powiedzenia nowy szef FED, Kevin Warsh. W kraju RPP będzie czekać na lipcową projekcję inflacyjną, stąd też spekulacje o potencjalnej podwyżce stóp mogą bardziej koncentrować się na lipcowym, lub wrześniowym posiedzeniu tej instytucji.
Wojny nie chce też sam Iran, gdyż reżim za wszelką cenę będzie chciał utrzymać się u władzy. W tym konflikcie Amerykanie działają z dominacji siły, ale to Irańczycy wygrywają sprytem. Rynek to widzi i zakłada, że powrót do intensywnych działań militarnych z marca jest mało prawdopodobny. Przewagą Iranu jest czas, którego nie mają USA. Cieśnina Ormuz musi być ponownie otwarta, jeżeli świat nie chce stanąć na progu katastrofy związanej z brakiem ropy, która w rekordowym tempie znika z magazynów. Dlatego też być może Irańczykom uda się narzucić pomysł poboru opłat za międzynarodowy tranzyt. Czerwiec może być w tym względzie kluczowym okresem. Jak jednak Donald Trump sprzeda ten fakt swoim wyborcom? Sprzeczne narracje mamy jednak już od pewnego czasu, teraz może być podobnie.
Patrząc jednak przez czysto gospodarcze aspekty, to mleko już się rozlało. Decydenci w Europejskim Banku Centralnym uważają, że nie możemy już mówić o inflacji wynikającej z szoku podażowego na rynku ropy i gazu i szanse na tak zwany efekt drugiej rundy są duże. W efekcie podwyżka stóp procentowych o 25 pkt. baz. na posiedzeniu 11 czerwca jest dość prawdopodobna. Będą kolejne? To może zależeć od tego jak będą wyglądać perspektywy dla europejskiej gospodarki. Tak zwany indeks niespodzianek ekonomicznych dla Eurostrefy wypada blado w porównaniu ze swoim amerykańskim odpowiednikiem. Gospodarka USA była mocno rozpędzona przed wojną z Iranem i teraz jest to jej elementem przewagi – choć do czasu. Nastroje konsumenckie sukcesywnie słabną, a odczyt PKB za I kwartał rozczarował niższym od spodziewanego wzrostem. Nie musi to być jednak problem dla amerykańskiej waluty. Wprawdzie rynek spodziewa się podwyżki stóp przez FED dopiero w IV kwartale, a nowy szef tej instytucji (Kevin Warsh) ma „gołębie” zacięcie, to teza o tak zwanym „uśmiechu dolara” może zyskiwać na popularności. W zestawieniu USA kontra świat, wygranym będą nadal Amerykanie, co będzie wspierać scenariusze oczekiwań reflacyjnych. Na to nakłada się siła Wall Street napędzana rewolucją wokół sztucznej inteligencji, ale nie tylko. W I kwartale spółki z indeksu S&P500 zaraportowały wyniki średnio o 28 proc. wyższe niż rok wcześniej. Tym samym różnice w „jakości” spółek z USA w zestawieniu z ich odpowiednikami z Europy, czy Chin są aż zanadto widoczne. W maju indeks S&P500 ustanowił swoje historyczne maksima w rejonie 7580 pkt. bijąc o ponad 500 punktów poprzedni szczyt ze stycznia. Niemiecki DAX do tej pory tych okolic nawet nie przetestował. Na tym tle warszawskiemu WIG20 jest bliżej do amerykańskiej charakterystyki – w ostatniej dekadzie maja testowane były historyczne szczyty przy 3700 pkt. Wpływ na to mają utrzymujące się dobre dane z polskiej gospodarki, a także niska wycena wskaźnikowa spółek w porównaniu z ich zagranicznymi odpowiednikami. To tłumaczy też względną siłę polskiego złotego- w końcu maja EURPLN ustabilizował się wokół 4,23, a USDPLN był wart podobnie jak na jego początku – 3,62.
Jaki będzie czerwiec? Globalne rynki zdominuje gigantyczna oferta na Wall Street, jaką będzie debiut SpaceX. To pozwoli utrzymać względnie dobry sentyment wokół ryzykownych aktywów nawet w sytuacji, kiedy USA i Iran nadal nie będą w stanie się porozumieć i odblokować Cieśniny Ormuz. W przypadku walut kluczowe będą posiedzenia ECB (11 czerwca) i FED (16 czerwca), które przyniosą kluczowe informacje dla perspektyw EURUSD w wakacje. Rynki może szczególnie interesować to, co będzie miał do powiedzenia nowy szef FED, Kevin Warsh. W kraju RPP będzie czekać na lipcową projekcję inflacyjną, stąd też spekulacje o potencjalnej podwyżce stóp mogą bardziej koncentrować się na lipcowym, lub wrześniowym posiedzeniu tej instytucji.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem rynkowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska. Tekst wyraża wyłącznie jego prywatne opinie i nie powinien być inaczej interpretowany.