KOMENTARZ MIESIĄCA Warszawska giełda pozostawała we wrześniu jedną z najsilniejszych w Europie, a indeks WIG20 zdołał jeszcze utworzyć nowe szczyty powyżej poziomu 4200 punktów.
Wytłumaczeniem tego są nadal dobre perspektywy dla polskich spółek, które pozostają relatywnie tańsze od swoich zagranicznych odpowiedników. Inwestorzy nie przejęli się ani wzrostem ryzyka geopolitycznego w kontekście wypowiedzi krajowych i europejskich polityków, którzy zaczęli coraz głośniej mówić o ryzyku działań hybrydowych Rosji na wschodniej flance NATO, ani też osłabieniem się złotego będącym wynikiem m.in. podwyżki stóp procentowych przez amerykański FED w połowie miesiąca. Tylko we wrześniu USDPLN podrożał o ponad 15 groszy, a zwyczajowo przyjmuje się, że korelacja z rynkiem akcji jest tu ujemna.
Większe problemy mogą jednak dopiero się pojawić. Mowa o niepokojącej sytuacji na rynku długu, która może zwiększać koszty obsługi i tak sporego już zadłużenia. Przyjmowane jako poglądowy benchmark rentowności 10-letnich polskich obligacji sięgnęły we wrześniu poziomu 6,45 proc. rosnąc w przeciągu miesiąca o ponad 50 punktów baz. Tymczasem agencja Moody’s, która obniżyła 18 września rating dla Polski do A3 z A2 przestrzegła przed wzrostem deficytu budżetowego do poziomu 7 proc. PKB w tym i przyszłym roku, oraz zbliżeniem się poziomu zadłużenia do PKB do bariery 70 proc. PKB w latach 2027-28. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że wysokie rentowności obligacji to już globalny problem, zwłaszcza w USA, gdzie 10-latki poszybowały do 5,20 proc. Tyle, że w przypadku zaistnienia poważnej sytuacji kryzysowej, to Polska nie będąc w strefie euro, oraz mając charakterystykę „2x7”, czyli 7 proc. deficytu i być może 7 lub więcej procent na rentownościach, może mieć poważny problem. To tłumaczy bardziej nerwową reakcję na złotym w ostatniej dekadzie września, kiedy to EURPLN przetestował okolice 4,40 zł, a dolar rejon 3,86 zł.
Wpływ na polską walutę będą mieć też perspektywy przyszłych działań Europejskiego Banku Centralnego, oraz amerykańskiej Rezerwy Federalnej, oraz kontekst naszej Rady Polityki Pieniężnej. Kiedy nasi decydenci zastanawiają się nad tym, kiedy podnieść stopy procentowe i czy wyjdzie z tego może jakiś mini-cykl, ECB i FED w tym cyklu podwyżek już są. Oczekiwania rynkowe nie wykluczają, że za rok stopy procentowe w USA będą na poziomie 4,75-5,00 proc., co może stworzyć trudne środowisko dla złotego, gdyż RPP raczej nie zdecyduje się na ruchy o podobnej skali. Powód – wewnętrzna siła gospodarek w USA i Europie, oraz ich podatność na szoki zewnętrzne. W Unii Europejskiej nie mówi się o własnych big-techach, czy rewolucji AI, która napędza inne branże. Dodatkowo Europa pozostanie wrażliwa na silne wahania cen surowców (to się szybko nie zmieni), czy też ryzyka geopolityczne związane z działaniami Rosji. Polska gospodarka była silna, przy czym słowo „była” jest tu kluczowe, choć może tego się jeszcze nie zauważa, a niektórzy będą to wypierać. Wewnętrzny silnik wzrostu, jakim przez lata była konsumpcja wewnętrzna oparta między innymi o wysoką dynamikę wynagrodzeń, może w najbliższych miesiącach mocniej wyhamować. Czynnikiem ryzyka będzie też eksport i to niezależnie od możliwego wsparcia ze strony słabszego złotego- wystarczy uwzględnić tu fakt kluczowych dla nas rynków w Unii Europejskiej i braku możliwości przekierowania dostaw w inne miejsca. Warto też wspomnieć o nieco sztucznym zawyżeniu wpływu inwestycji na PKB za sprawą funduszy z KPO, które w zasadzie wygasną już w tym roku. Tymczasem przy większym ryzyku geopolitycznym, niepewności w globalnej gospodarce, oraz rosnących kosztach finansowania, prywatny biznes może się wstrzymywać z nadmiernymi inwestycjami.
Na początku listopada decyzję o ratingu dla Polski opublikuje agencja S&P. Ryzyko obniżki perspektywy ze stabilnej do negatywnej jest duże biorąc pod uwagę rosnące ryzyka dla finansów publicznych w latach 2027-28 r. – gorsza koniunktura i zbliżające się wybory parlamentarne na jesieni przyszłego roku. Gdyby do takiego scenariusza rzeczywiście doszło, to byłby kolejny, negatywny czynnik dla złotego.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem rynkowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. Tekst wyraża wyłącznie jego prywatne opinie i nie powinien być inaczej interpretowany.
Wytłumaczeniem tego są nadal dobre perspektywy dla polskich spółek, które pozostają relatywnie tańsze od swoich zagranicznych odpowiedników. Inwestorzy nie przejęli się ani wzrostem ryzyka geopolitycznego w kontekście wypowiedzi krajowych i europejskich polityków, którzy zaczęli coraz głośniej mówić o ryzyku działań hybrydowych Rosji na wschodniej flance NATO, ani też osłabieniem się złotego będącym wynikiem m.in. podwyżki stóp procentowych przez amerykański FED w połowie miesiąca. Tylko we wrześniu USDPLN podrożał o ponad 15 groszy, a zwyczajowo przyjmuje się, że korelacja z rynkiem akcji jest tu ujemna.
Większe problemy mogą jednak dopiero się pojawić. Mowa o niepokojącej sytuacji na rynku długu, która może zwiększać koszty obsługi i tak sporego już zadłużenia. Przyjmowane jako poglądowy benchmark rentowności 10-letnich polskich obligacji sięgnęły we wrześniu poziomu 6,45 proc. rosnąc w przeciągu miesiąca o ponad 50 punktów baz. Tymczasem agencja Moody’s, która obniżyła 18 września rating dla Polski do A3 z A2 przestrzegła przed wzrostem deficytu budżetowego do poziomu 7 proc. PKB w tym i przyszłym roku, oraz zbliżeniem się poziomu zadłużenia do PKB do bariery 70 proc. PKB w latach 2027-28. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że wysokie rentowności obligacji to już globalny problem, zwłaszcza w USA, gdzie 10-latki poszybowały do 5,20 proc. Tyle, że w przypadku zaistnienia poważnej sytuacji kryzysowej, to Polska nie będąc w strefie euro, oraz mając charakterystykę „2x7”, czyli 7 proc. deficytu i być może 7 lub więcej procent na rentownościach, może mieć poważny problem. To tłumaczy bardziej nerwową reakcję na złotym w ostatniej dekadzie września, kiedy to EURPLN przetestował okolice 4,40 zł, a dolar rejon 3,86 zł.
Wpływ na polską walutę będą mieć też perspektywy przyszłych działań Europejskiego Banku Centralnego, oraz amerykańskiej Rezerwy Federalnej, oraz kontekst naszej Rady Polityki Pieniężnej. Kiedy nasi decydenci zastanawiają się nad tym, kiedy podnieść stopy procentowe i czy wyjdzie z tego może jakiś mini-cykl, ECB i FED w tym cyklu podwyżek już są. Oczekiwania rynkowe nie wykluczają, że za rok stopy procentowe w USA będą na poziomie 4,75-5,00 proc., co może stworzyć trudne środowisko dla złotego, gdyż RPP raczej nie zdecyduje się na ruchy o podobnej skali. Powód – wewnętrzna siła gospodarek w USA i Europie, oraz ich podatność na szoki zewnętrzne. W Unii Europejskiej nie mówi się o własnych big-techach, czy rewolucji AI, która napędza inne branże. Dodatkowo Europa pozostanie wrażliwa na silne wahania cen surowców (to się szybko nie zmieni), czy też ryzyka geopolityczne związane z działaniami Rosji. Polska gospodarka była silna, przy czym słowo „była” jest tu kluczowe, choć może tego się jeszcze nie zauważa, a niektórzy będą to wypierać. Wewnętrzny silnik wzrostu, jakim przez lata była konsumpcja wewnętrzna oparta między innymi o wysoką dynamikę wynagrodzeń, może w najbliższych miesiącach mocniej wyhamować. Czynnikiem ryzyka będzie też eksport i to niezależnie od możliwego wsparcia ze strony słabszego złotego- wystarczy uwzględnić tu fakt kluczowych dla nas rynków w Unii Europejskiej i braku możliwości przekierowania dostaw w inne miejsca. Warto też wspomnieć o nieco sztucznym zawyżeniu wpływu inwestycji na PKB za sprawą funduszy z KPO, które w zasadzie wygasną już w tym roku. Tymczasem przy większym ryzyku geopolitycznym, niepewności w globalnej gospodarce, oraz rosnących kosztach finansowania, prywatny biznes może się wstrzymywać z nadmiernymi inwestycjami.
Na początku listopada decyzję o ratingu dla Polski opublikuje agencja S&P. Ryzyko obniżki perspektywy ze stabilnej do negatywnej jest duże biorąc pod uwagę rosnące ryzyka dla finansów publicznych w latach 2027-28 r. – gorsza koniunktura i zbliżające się wybory parlamentarne na jesieni przyszłego roku. Gdyby do takiego scenariusza rzeczywiście doszło, to byłby kolejny, negatywny czynnik dla złotego.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem rynkowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska S.A. Tekst wyraża wyłącznie jego prywatne opinie i nie powinien być inaczej interpretowany.