KOMENTARZ EKSPERTA Było nerwowo, ale tylko przez kilka dni i finalnie styczeń można zaliczyć do kolejnych udanych miesięcy dla inwestorów. Ponad 10 proc. wzrostu na indeksie WIG20, historyczne ATH na WIG, a także postępujące ożywienie w segmencie średnich i mniejszych spółek – to więcej, niż tego oczekiwali najwięksi optymiści. To wszystko ma miejsce przy nadal silnym złotym – para EURPLN zeszła poniżej poziomu 4,20, a USDPLN zaczął wyraźnie korygować obserwowane przez kilka tygodni odbicie. O czym to świadczy?
Kapitał nadal płynie na rynki wschodzące, a zwłaszcza tam, gdzie wyceny są wciąż atrakcyjne – polskie spółki mieszczą się w tych kryteriach, biorąc pod uwagę fakt, że nasza gospodarka jest wciąż jedną z najszybciej rozwijających się w Europie. Wprawdzie minusem jest wciąż niewielka ekspozycja na tzw. modne branże, jak ostatnio obronność, ale to z czasem może się zacząć zmieniać. Za dobrą koniunkturę na rynku akcji odpowiada też silny złoty, a tutaj dobrą robotę wykonuje Rada Polityki Pieniężnej, która wprawdzie w zeszłym roku aż sześciokrotnie obniżyła stopy procentowe, to jednak wciąż robi to we względnie wyważony sposób. W efekcie kluczowy dla wielu inwestorów „parametr stabilności” jakim są realne stopy procentowe, pozostaje dla Polski nadal wciąż korzystny.
Uwarunkowania makro są na tyle silne, że nie jest nimi w stanie ruszyć pojawiające się zamieszanie geopolityczne. Humory i kontrowersyjne działania Donalda Trumpa w styczniu aż trzy razy trafiły na nagłówki mediów i tylko raz nieco mocniej zachwiały rynkami. W pierwszych dniach stycznia siły USA porwały przywódcę Wenezueli, Nicolasa Maduro. Wbrew oczekiwaniom obserwatorów Donald Trump nie postawił jednak na wspieranie demokratycznych przemian w tym kraju, tylko na dalszą współpracę z rządzącym reżimem, który teraz ma „finansowo i gospodarczo” podlegać USA. Chodzi oczywiście o ropę z której eksportu zyski mają czerpać Amerykanie. Rynek nie uwierzył jednak w perspektywę szybkiego wzrostu podaży tego surowca z Wenezueli, gdyż tamtejszy przemysł wydobywczy wymaga gigantycznych nakładów finansowych, aby przywrócić potencjał. Wpływ na wahania ropy miał też Iran, gdzie Donald Trump też odegrał swoją rolę wpierw wspierając protestujących Irańczyków i obiecując nawet militarną interwencję, która zmierzałaby do obalenia reżimu, aby później nagle wycofać się z tego pomysłu (rzekomo pod presją ze strony Izraela). Prawdziwą bombą okazała się być jednak Grenlandia, gdzie USA zaczęły grozić „siłowym” przejęciem wyspy, oczekując od Danii szybkich deklaracji w tej sprawie. Trump posunął się nawet do zapowiedzi nałożenia dodatkowych ceł na niektóre europejskie kraje, co zaowocowało szybką i stanowczą odpowiedzią Unii Europejskiej. Pojawiła się realna groźba eskalacji kolejnej wojny handlowej, której udało się finalnie uniknąć po rozmowach europejskich polityków z Donaldem Trumpem w Davos. Dużą rolę odegrał tu szef NATO, który jak widać nauczył się „zarządzać” emocjami i działaniami prezydenta USA. Ale na rynkach niesmak pozostał – widać to zwłaszcza po zachowaniu się dolara, który coraz częściej jest postrzegany po prostu „wizerunkowo”. Tymczasem notowania USA pod przywództwem Trumpa idą systematycznie w dół. Amerykańska waluta traciła w zeszłym roku i w tym może być podobnie. Na razie nie pomógł fakt, że FED najpewniej obniży ponownie stopy procentowe w tym roku nie wcześniej, niż w czerwcu, co teoretycznie powinno być „jastrzębim” argumentem. Tu jednak przebija się „nieformalne” nastawienie rynków wobec zmian personalnych w FED – oczekuje się, że następca Jerome Powella będzie bardziej „gołębi”, gdyż Trump nigdy już nie postawi na „jastrzębia”. Co ciekawe, nie jest jednak pewne, na ile obecny szef FED odejdzie ze stanowiska planowo w maju, gdyż nawet wśród republikanów pojawiają się głosy, że zanim przyjdzie nowy szef tej instytucji, to należy wyjaśnić kontrowersyjną kwestię niedawnej nagonki na Jerome Powella ze strony Departamentu Sprawiedliwości.
Jaki będzie luty? Statystyka każe zachować ostrożność – idzie luty, to kup „puty” (opcje na spadki indeksów) – ale ostatnio ta potrafi zawodzić. Tak było chociażby we wrześniu ub.r. W tym czasie może wyjaśnić się kwestia nominacji dla nowego szefa FED, choć ta może znaczyć mniej od wyroku Sądu Najwyższego USA w sprawie legalności ceł wprowadzonych przez prezydenta USA w ubiegłym roku. Szanse, że sędziowie je uznają, są nikłe, co może zrodzić krótkoterminowy chaos na rynkach finansowych. Ta zmienność nie powinna jednak zagrozić długoterminowym trendom na rynkach akcji.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem walutowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska. Tekst wyraża jego prywatne opinie.
Kapitał nadal płynie na rynki wschodzące, a zwłaszcza tam, gdzie wyceny są wciąż atrakcyjne – polskie spółki mieszczą się w tych kryteriach, biorąc pod uwagę fakt, że nasza gospodarka jest wciąż jedną z najszybciej rozwijających się w Europie. Wprawdzie minusem jest wciąż niewielka ekspozycja na tzw. modne branże, jak ostatnio obronność, ale to z czasem może się zacząć zmieniać. Za dobrą koniunkturę na rynku akcji odpowiada też silny złoty, a tutaj dobrą robotę wykonuje Rada Polityki Pieniężnej, która wprawdzie w zeszłym roku aż sześciokrotnie obniżyła stopy procentowe, to jednak wciąż robi to we względnie wyważony sposób. W efekcie kluczowy dla wielu inwestorów „parametr stabilności” jakim są realne stopy procentowe, pozostaje dla Polski nadal wciąż korzystny.
Uwarunkowania makro są na tyle silne, że nie jest nimi w stanie ruszyć pojawiające się zamieszanie geopolityczne. Humory i kontrowersyjne działania Donalda Trumpa w styczniu aż trzy razy trafiły na nagłówki mediów i tylko raz nieco mocniej zachwiały rynkami. W pierwszych dniach stycznia siły USA porwały przywódcę Wenezueli, Nicolasa Maduro. Wbrew oczekiwaniom obserwatorów Donald Trump nie postawił jednak na wspieranie demokratycznych przemian w tym kraju, tylko na dalszą współpracę z rządzącym reżimem, który teraz ma „finansowo i gospodarczo” podlegać USA. Chodzi oczywiście o ropę z której eksportu zyski mają czerpać Amerykanie. Rynek nie uwierzył jednak w perspektywę szybkiego wzrostu podaży tego surowca z Wenezueli, gdyż tamtejszy przemysł wydobywczy wymaga gigantycznych nakładów finansowych, aby przywrócić potencjał. Wpływ na wahania ropy miał też Iran, gdzie Donald Trump też odegrał swoją rolę wpierw wspierając protestujących Irańczyków i obiecując nawet militarną interwencję, która zmierzałaby do obalenia reżimu, aby później nagle wycofać się z tego pomysłu (rzekomo pod presją ze strony Izraela). Prawdziwą bombą okazała się być jednak Grenlandia, gdzie USA zaczęły grozić „siłowym” przejęciem wyspy, oczekując od Danii szybkich deklaracji w tej sprawie. Trump posunął się nawet do zapowiedzi nałożenia dodatkowych ceł na niektóre europejskie kraje, co zaowocowało szybką i stanowczą odpowiedzią Unii Europejskiej. Pojawiła się realna groźba eskalacji kolejnej wojny handlowej, której udało się finalnie uniknąć po rozmowach europejskich polityków z Donaldem Trumpem w Davos. Dużą rolę odegrał tu szef NATO, który jak widać nauczył się „zarządzać” emocjami i działaniami prezydenta USA. Ale na rynkach niesmak pozostał – widać to zwłaszcza po zachowaniu się dolara, który coraz częściej jest postrzegany po prostu „wizerunkowo”. Tymczasem notowania USA pod przywództwem Trumpa idą systematycznie w dół. Amerykańska waluta traciła w zeszłym roku i w tym może być podobnie. Na razie nie pomógł fakt, że FED najpewniej obniży ponownie stopy procentowe w tym roku nie wcześniej, niż w czerwcu, co teoretycznie powinno być „jastrzębim” argumentem. Tu jednak przebija się „nieformalne” nastawienie rynków wobec zmian personalnych w FED – oczekuje się, że następca Jerome Powella będzie bardziej „gołębi”, gdyż Trump nigdy już nie postawi na „jastrzębia”. Co ciekawe, nie jest jednak pewne, na ile obecny szef FED odejdzie ze stanowiska planowo w maju, gdyż nawet wśród republikanów pojawiają się głosy, że zanim przyjdzie nowy szef tej instytucji, to należy wyjaśnić kontrowersyjną kwestię niedawnej nagonki na Jerome Powella ze strony Departamentu Sprawiedliwości.
Jaki będzie luty? Statystyka każe zachować ostrożność – idzie luty, to kup „puty” (opcje na spadki indeksów) – ale ostatnio ta potrafi zawodzić. Tak było chociażby we wrześniu ub.r. W tym czasie może wyjaśnić się kwestia nominacji dla nowego szefa FED, choć ta może znaczyć mniej od wyroku Sądu Najwyższego USA w sprawie legalności ceł wprowadzonych przez prezydenta USA w ubiegłym roku. Szanse, że sędziowie je uznają, są nikłe, co może zrodzić krótkoterminowy chaos na rynkach finansowych. Ta zmienność nie powinna jednak zagrozić długoterminowym trendom na rynkach akcji.
Marek Rogalski
Autor jest głównym analitykiem walutowym w Domu Maklerskim Banku Ochrony Środowiska. Tekst wyraża jego prywatne opinie.