W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Korzystając z naszej strony akceptujesz zasady Polityki Cookie.
  • Jaki początek roku, taka jego reszta?

Jaki początek roku, taka jego reszta?

Marek Rogalski, wieloletni i ceniony ekspertem w obszarze inwestycji na rynkach kapitałowych |

02 marca 2020

Pierwsze tygodnie 2020 r. na rynkach finansowych to bolesne przekucie „balonika marzeń”. Zakładano, że porozumienie handlowe pomiędzy USA, a Chinami pozwoli wyciszyć emocje i przyniesie ożywienie w tych obszarach globalnej gospodarki, które na tym ucierpiały. Nie brakowało opinii, że lepiej mogą radzić sobie rynki wschodzące, a także strefa euro, czy też Azja. Na rynku walutowym słabszy miał być dolar, co dawałoby pole do odreagowania innym, pośrednio też złotemu. Światowe rynki finansowe były na rozstaju, potrzebowały tylko bodźca, ale zamiast pozytywnego, zaczęły pojawiły się negatywne.

Czy znają Państwo pojęcie „czarnego łabędzia”? Takiego ptaka rzadko można spotkać, dlatego zawsze budzi duże zaskoczenie, jak się pojawi. Na rynkach finansowych nazywamy tak sytuację, kiedy pojawia się nieoczekiwane wydarzenie, które wywraca wszystko. Duże szanse ma stać się nim chiński koronawirus, który już doprowadził do kompletnego zastoju w gospodarce Państwa Środka i sygnalizuje ogromne problemy z utrzymaniem tzw. globalnego łańcucha dostaw. Problem z COVID-19 jest taki, że bardzo trudno ocenić jego skutki, gdyż nie wiemy czy nie zakończy się to globalną pandemią. Sytuacja zresztą już jest bez precedensu, gdyż w Chinach władze zaledwie po kilku dniach zdecydowały się na kwarantannę ogromnych, kilkunastomilionowych obszarów miejskich. To każe zadać pytania, jak zachowają się władze w Europie, czy też USA, gdyby sytuacja wymknęła się z pod kontroli. To dlatego inwestorzy zareagowali tak nerwowo w ostatnim tygodniu lutego, kiedy to pojawiły się doniesienia o skokowym wzroście przypadków zakażeń koronawirusem w północnych Włoszech, a tamtejsze władze wprowadziły kwarantannę w kilku regionach.

Sytuacja w postaci skokowego wzrostu globalnej awersji do ryzyka, jaka miała miejsce w końcu stycznia, pojawiła się też miesiąc później. To dowód na to, że problem jest poważniejszy i jego skutki będą zauważalne przez kilka miesięcy. Słabość światowych rynków to duży problem dla naszych, krajowych aktywów – w lutym główny indeks warszawskiej giełdy WIG20 z hukiem spadł poniżej bariery 2000 pkt. osiągając najniższy poziom od ponad 3 lat. Na strukturalną słabość polskiego parkietu (dominacja spółek skarbu państwa, oraz sektora bankowego w indeksie) nałożyły się czynniki zewnętrzne, które mogą dalej ewoluować. Otwartym pozostaje, zatem pytanie o to, czy ten rok będzie kolejnym straconym okresem. Oczekiwanie na przepływy z tytułu PPK może okazać się mrzonka w sytuacji, kiedy „fundamentalnie” rynek po prostu nie będzie zachęcał do kupna. Oby jedyną okazją inwestycyjną nie okazały się przejęcia wybranych spółek przez zewnętrzne podmioty, które będą później dążyć do wycofania ich z giełdy, co tylko będzie dowodem na długoterminową zapaść parkietu na Książęcej.

Kiedy na światowych rynkach lała się krew, słabość złotego nie powinna zaskakiwać. Podobnie jak statystyka – polska waluta najgorzej radziła sobie ze szwajcarskim frankiem, którego notowania zdaje się, że na dobre zagościły ponad poziomem 4 zł. Do poziomu 4,30 zł podskoczyły notowania euro, a dolarowi zostało kilka groszy do naruszenia bariery 4 zł. Ale nie o kursach będzie tu mowa. Problem złotego to problem z postawą Rady Polityki Pieniężnej, która zdaje się, że nie doszacowała ryzyka związanego z wybiciem inflacji ponad górny poziom celu ustalonego przez bank centralny, czyli 3,5 proc. r/r. W efekcie mamy jedne z najwyższych na świecie realnych, ujemnych stóp procentowych, co w sytuacji globalnego zamieszania, jak obecnie, staje się poważnym problemem, a nie atutem przy ocenie ryzyka inwestycyjnego. Do tego dochodzi też wiarygodność RPP, która teraz zdaje się liczyć na to, że poprzez spowolnienie gospodarki, ceny w ciągu kilkunastu miesięcy powrócą poniżej celu inflacyjnego. I być może ma rację, ale chyba nie o to tu chodzi. Problem z wiarygodnością w oczach zagranicznego kapitału pojawia się też przy okazji konfliktu z Komisją Europejską odnośnie reformy sądownictwa.

Co dalej? Sytuacja w marcu będzie zależeć od tego, na ile koronawirus COVID-19 uaktywni się poza Chinami, ale przede wszystkim, czy inwestorzy na rynkach finansowych uwierzą w to, że decydenci, zwłaszcza w bankach centralnych będą potrafili przekonać, że poprzez planowane działania ograniczą jego negatywne skutki dla globalnej gospodarki. Do tej pory luzowanie polityki przez EBC, czy też FED, dawało nowe paliwo do wzrostów na giełdach, ale obecnie sytuacja wygląda na znacznie bardziej poważną.