• Fabryka futbolistów
Biuletyn Podatki i Rachunkowość:

Fabryka futbolistów

10 kwietnia 2019

Cezary Kowalski, Autor jest publicystą tygodnika „Sieci”, komentatorem Polsatu Sport |

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział przekazanie 130 mln zł na szkolenie piłkarskiej młodzieży w ciągu trzech najbliższych lat. Program może okazać się przełomem w szkoleniu piłkarskiego narybku, co od lat jest największym problemem naszego futbolu

Nie ma u nas czegoś takiego jak piłkarska fabryka, która „produkuje” na dużą skalę zawodników bardzo dobrze wyszkolonych, reprezentujących standardy europejskie

Polska ekstraklasa w rankingu europejskim spadła na odległe 25. miejsce, wielki biznes odsuwa się od rodzimego futbolu, a kluby zamiast szkolić młodzież idą na łatwiznę i zatrudniają przeciętnych obcokrajowców

 

W polskiej piłce w ostatnich kilkunastu latach miało być już kilka przełomów. Kiedy w 2006 roku Polska pod wodzą Leo Beenhakkera pokonała Portugalię i po raz pierwszy historii awansowała na mistrzostwa Europy, wydawało się, że doszlusowaliśmy na dobre do ścisłej czołówki. Albo Euro 2012, które zorganizowaliśmy razem z Ukrainą, które okrzyknięto „skokiem sportowo-cywilizacyjnym”. Później jeszcze nowy, lepszy czas mieliśmy odliczać od momentu historycznego zwycięstwa nad Niemcami za kadencji Adama Nawałki. Ostatnio piłkarski zegar miał ruszyć na nowo po pierwszym od ponad 20 lat awansie polskiej ekipy (Legia Warszawa) do elitarnej fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Pieniądze miały popłynąć do polskiej piłki szerokim strumieniem…

Wszystkie te „momenty zwrotne” okazywały się chwilowymi wzlotami i niczym więcej. Reprezentacja Polski, wykorzystując pokolenie bardzo zdolnych piłkarzy z Robertem Lewandowskim na czele, maskuje realny stan polskiej piłki. Bardziej wymierne dla jej rzeczywistej wartości są wyniki drużyn klubowych na arenie międzynarodowej. A tu nie wytrzymujemy konkurencji już nawet z Mołdawią, Kazachstanem, Luksemburgiem czy Słowacją. Polska ekstraklasa w rankingu europejskim spadła na odległe 25. miejsce, wielki biznes odsuwa się od rodzimego futbolu, a kluby zamiast szkolić młodzież idą na łatwiznę i zatrudniają przeciętnych obcokrajowców, którzy nie mają czego szukać w wyżej rozwiniętych piłkarsko ligach.

Owszem, co tydzień śledzimy wyniki Lewandowskiego, Piątka, Milika i kilku innych zawodników w najlepszych zagranicznych ligach; raz na jakiś czas zbiera się reprezentacja, która od kilku lat prezentuje całkiem przyzwoity poziom. Jeśli jednak odrzucić warstwę emocjonalną, to realnie nie zostaje nam zbyt wiele.

Na 40-tysięcznych obiektach pobudowanych na Euro 2012 podczas meczów ligowych zasiada góra po dziesięć tysięcy widzów. Coraz słabsze są także wskaźniki oglądalności telewizyjnej rodzimego futbolu. Generalnie zamiast mody na krajową piłkę, obserwujemy odwrót od niej.

Zdanie-wytrych, które krąży w środowisku jako najprostsze wytłumaczenie takiego stanu rzeczy brzmi: „brakuje szkolenia”… Co ciekawe generalnie to najbardziej trafna ocena. Oczywiście nie jest tak, że nic się w tej kwestii nie dzieje. Prywatne płatne szkółki piłkarskie powstają jak grzyby po deszczu, swoje programy prowadzi PZPN, kilkanaście klubów ma swoje akademie, spora liczba zawodników wypływa nie tylko w wyniku jakichś systemowych działań szkoleniowych, ale mimo ich braku. Talentów absolutnie nie brakuje.

Nie ma jednak czegoś takiego jak piłkarska fabryka, która „produkuje” na dużą skalę zawodników po prostu bardzo dobrze wyszkolonych. Nie geniuszy, którzy są w się w tanie przebić wbrew wszystkiemu, ale po prostu graczy reprezentujących standardy europejskie. Wyszkolonych na etapie juniora czy młodzieżowca dokładnie tak jak w Holandii, Belgii czy Szwajcarii (o tych najlepszych w Europie piłkarsko krajach nawet nie wspominając). Nie ma też, a może przede wszystkim, dobrze wykształconych i opłaconych trenerów młodzieży, którzy sprawialiby, że nasi gracze nie odstawaliby od zagranicznych rówieśników już na starcie. Od lat mówiło się o tym, że szeroko pojęte środowisko piłkarskie samo z siebie nie jest w stanie wykreować w tej kwestii czegoś na miarę przełomu. Że potrzebna jest tu chęć współpracy i współdziałanie z władzami państwowymi, mówiąc wprost: jakieś fundusze z budżetu państwa.

I już tym razem nie na infrastrukturę, jak to było przy okazji organizacji Euro 2012 czy programu Orlików, ale właśnie na szkolenie. Niespodziewanie okazało się właśnie, że… pieniądze się znalazły. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w ciągu najbliższych trzech lat w szkółki piłkarskie z całego kraju zostanie wpompowane 130 mln zł. I to na początek. Wsparcie finansowe ma motywować kluby, aby ich trenerzy podwyższali swoje kwalifikacje, a bazy były coraz lepiej wyposażone.

Premier kilka miesięcy temu zobowiązał PZPN do stworzenia tzw. systemu certyfikacji szkółek dla dzieci w wieku 6-13 lat. Chodzi o to, aby było dokładnie wiadomo, na co te pieniądze zostaną przeznaczone, a całość projektu była nadzorowana przez ministerstwa finansów i sportu.

Ustalono trzystopniową klasyfikację, która uczestników projektu dzieli na tych z certyfikatem złotym, srebrnym i brązowym. Aby zdobyć określony certyfikat, a co za tym idzie konkretne fundusze, trzeba spełnić określone kryteria, od kwalifikacji trenerów, poprzez posiadany sprzęt treningowy, odpowiednią liczbę organizowanych turniejów, liczbę prowadzonych drużyn, opiekę medyczną, testy motoryczne, po rejestrację elektroniczną zawodników w bazie PZPN i prowadzenie listy obecności zawodników na treningach.

W 2020 roku do szkółek ma trafić 35 mln zł, a w następnych latach 45 i 50 mln zł.

Dziennikarze portalu Weszlo.pl obliczyli, że przy 300 szkółkach, które spełnią wymagania certyfikacji w pierwszym roku działania programu, każdy podmiot z brązowym certyfikatem (a ma ich być około 70 proc.) dostanie po 60 tys. zł. Złote szkółki dostaną nawet po 500 tys. zł. Oczywiście może się zdarzyć tak, że szkółek objętych certyfikatami będzie więcej i kwoty dofinansowania w związku z tym będą mniejsze.

Zakładając, że w 2022 roku 800 szkółek spełni kryteria PZPN, a siedem procent z nich uzyskałoby najwyższą ocenę za swój standard, wówczas każda z nich otrzymałaby po około 250 tys. zł.

Biorąc pod uwagę, że akademie działające przy największych polskich klubach na swoje akademie wydają około miliona złotych rocznie, takie wsparcie dla znacznie mniejszych szkółek będzie miało kapitalne znaczenie i bez żadnej przesady może okazać się realnym przełomem.

„Kiedy byłem młodym chłopakiem, każdy na osiedlowym boisku chciał być Zbigniewem Bońkiem. Trochę się nawet o to kłóciliśmy z kolegami. Dzisiaj w jednej biało-czerwonej drużynie ze Zbigniewem Bońkiem zmieniamy polską piłkę.” – napisał premier na Twitterze.

– To będą bardzo dobrze zainwestowane pieniądze. To nie będą środki, które wzbogacą PZPN, one spowodują poprawę warunków w akademiach, które pracują z dziećmi do lat 12. Ci, którzy szkolą szesnastolatków nic nie dostaną z tego projektu. Bo dzisiaj naszym największym problemem jest właśnie liczba szkółek, które zajmują się szkoleniem tych najmłodszych w sposób profesjonalny, zgodny z zasadami, poprawiając sprawność tych dzieciaków. Gdybyśmy mieli w kraju 500 akademii dla dzieci w wieku 6-12 lat to wyjdzie po 31 na każde województwo. Oczywiście w mniejszym województwie będzie ich kilkanaście, a w większym może nawet 50. To w zupełności wystarczy – komentuje prezes PZPN Zbigniew Boniek.

Futbolowych talentów u nas nie brakuje. Oby polska fabryka futbolistów dała im szansę w pełni się rozwinąć.

 

Gazeta Bankowa