|
Dzisiejsze wyraźne spadki na giełdach nie przełożyły się na znaczące ruchy na rynku walut.
Złoty wprawdzie stracił, ale nie za wiele (popołudniu za euro płacono 4,5350 zł, dolar był wart 3,2630 zł,a frank podrożał do 3,01zł). Z kolei EUR/USD popoczątkowym spadku, przez kolejnych kilka godzin mocno bronił poziomu 1,3830, aby po południu powrócić w okolice 1,3880. Mogły do tego przyczynić się wypowiedzi szefa ECB, który przyznał, iż obecny poziom stóp procentowych jest właściwy, a europejska gospodarka nie potrzebuje dodatkowych pakietów stymulacyjnych. Tak naprawdę trzeba jednak uwzględnić fakt, iż dolar zaczął umacniać się już wcześniej, stąd też popołudniowa korekta nie powinna być zbytnim zaskoczeniem. Może dlatego, iż raczej będzie dość krótko trwała.
Reakcja rynku na opublikowane o godz. 10:00 lepsze dane z Niemiec pokazała, iż inwestorzy stali się zakładnikami własnego optymizmu. Poziom 85,9pkt. Dla indeksu IFO w czerwcu, to nie było to, czego można było się spodziewać po wcześniejszych wskazaniach płynących ze wskaźnika ZEW. I to mimo, że oficjalna prognoza wynosiła 85,2pkt. To pokazuje, że ostatni optymizm (zwłaszcza giełdowych inwestorów) nie był do utrzymania na dłuższą metę. Rozpoczynamy długo oczekiwaną wakacyjną korektę na giełdach i rynkach surowców. Głównym jej beneficjentem powinien stać się dolar, co powinniśmy zobaczyć w najbliższych dniach. Akceleratorem do dalszych zniżek EUR/USD mogą stać się jutrzejsze wstępne odczyty indeksów PMI ze strefy euro za czerwiec, które poznamy rano (jeżeli ponownie nie sprostają oczekiwaniom). Kluczowe będzie także oczekiwanie na środowy komunikat po posiedzeniu FED, który zdaniem coraz większej części uczestników rynku może być pesymistyczny.
Na rynku złotego widoczny był wpływ zachowania się pozostałych walut naszego regionu, zwłaszcza korony i forinta. Pogorszenie się nastrojów na giełdach, skłoniło inwestorów to realizacji zysków, chociaż rano czeska waluta zdołała jeszcze ustanowić nowe maksimum względem euro. Z kraju poznaliśmy dane o inflacji netto, która w maju wzrosła do 2,8proc.r/r wobec prognozowanych 2,6proc.r/r, co może nieco „przeszkodzić” w oczekiwanej przez rynek obniżce stóp procentowych przez RPP w najbliższą środę. Wydaje się, że jednak kluczowym argumentem przemawiającym za tym, aby ciąć dopiero w lipcu, będzie utrzymująca się niepewność wokół tegorocznego budżetu. Pogłoski o tym, iż Komisja Europejska zamierza „pouczyć” rząd, aby ten trzymał się reguł dyscypliny fiskalnej obniżył deficyt sektora finansów publicznych poniżej 3proc. PKB w 2011r., może być pewnym ostrzeżeniem przed zbytnim zwiększaniem deficytu. Z drugiej strony każdy ma świadomość, iż w dobie obecnego kryzysu sztywne reguły z Maastricht są nimi tylko na papierze.
22.06.2009 raport popołudniowy
|