19-03-2009 Silne osłabienie dolara na rynkach światowych |
Decyzja amerykańskiego banku centralnego (FED), którą poznaliśmy wczoraj o godz. 19:15 polskiego czasu, okazała się być kompletnym zaskoczeniem dla uczestników rynku.
Wprawdzie spekulowano, iż FED może rozpocząć proces wykupu długoterminowych obligacji, ale takiej skali planowanej operacji nikt się nie spodziewał. Zdecydowano się na wykup długoterminowych obligacji za 300 mld USD, a także papierów zabezpieczonych hipotekami za 750 mld USD. I to wszystko w przeciągu najbliższych 6 miesięcy. Słowem, mamy „drukowanie dolarów” na masową skalę i nie wszystkim musi się to podobać. W efekcie wczoraj odnotowaliśmy największe jednodniowe osłabienie się amerykańskiej waluty względem pozostałych od kilkunastu lat. Globalni inwestorzy, a zwłaszcza ci z Azji, zaczynają poważnie obawiać się problemów związanych z finansowaniem potężnego zadłużenia Stanów Zjednoczonych. Potencjalne problemy uwidoczniły już dane o przepływach kapitału w styczniu b.r., które zostały opublikowane kilka dni temu. Okazało się, że globalni gracze wycofali potężne sumy z rynku obligacji, który zdaniem wielu obserwatorów już od kilku miesięcy wykazuje objawy przewartościowania. Wczorajsza decyzja FED może tylko przyspieszyć pęknięcie spekulacyjnej bańki, zwłaszcza, że dla sporej części globalnych graczy, inne rynki, w tym środkowoeuropejski mogą wydawać się bardziej atrakcyjne po silnej przecenie z ostatnich miesięcy. Wprawdzie ryzyko wciąż pozostaje duże, ale jeżeli uwzględnić fakt, iż „najgorsze” może być już za nami, to potencjalna wysoka premia w perspektywie kilku lat, może zacząć przyciągać część inwestorów już teraz. Zwłaszcza, że po ubiegłotygodniowej decyzji Narodowego Banku Szwajcarii i wczoraj FEDu, zarówno frank, jak i dolar utraciły status walut uznawanych za bezpieczne w czasach kryzysu, tzw. „safe haven”. Na nowego lidera ma szanse wyrosnąć euro, o ile problemy poszczególnych państw członkowskich związane z finansowaniem własnego zadłużenia, nie wpłyną negatywnie na stabilność całego układu.
Wracając do rynku krajowego. Silne osłabienie się dolara względem euro na rynkach światowych (wzrost EUR/USD powyżej 1,35) sprowadziło jeszcze wczoraj wieczorem notowania USD/PLN do 3,3250, a EUR/PLN w rejon 4,4850 zł. To blisko 20 i 10 groszy (!) niżej, niż kilka godzin wcześniej. Dzisiaj rano złoty zaczął jednak ponownie tracić. W efekcie po godz. 12:00 za euro płacono 4,5350 zł, dolar podrożał do 3,3550 zł, a frank do 2,9450 zł. Bo tak naprawdę, jeżeli by pominąć decyzję FED, to w sferze fundamentów, nic od wczorajszego rana nie zmieniło się na lepsze. Rzeczywiście nie można wykluczyć, że część funduszy w poszukiwaniu atrakcyjnych miejsc do lokowania kapitału ponownie zainteresuje się naszym regionem, ale muszą ku temu zostać spełnione pewne warunki. Tymczasem kwestie związane z wykonaniem tegorocznego planu deficytu budżetowego, czy też wejścia do systemu ERM-II jeszcze w tym roku, tak naprawdę są głównymi czynnikami stwarzającymi poczucie niepewności. Tym samym, tak jak pisałem wczoraj, notowania EUR/PLN prędzej przebiją poziom 4,60 zł w perspektywie najbliższych dni, niż powrócą w okolice 4,42 zł. Analogicznie można będzie spodziewać się powrotu franka w okolice 3 zł. Złoty znacznie mniej straci natomiast względem dolara, a to za sprawą faktu, iż trudno będzie liczyć na spadek notowań EUR/USD poniżej poziomu 1,33. Tutaj w średnim terminie celem są okolice 1,38-1,40.
Marek Rogalski – Analityk niezależny
|
|
|
|
SUBSKRYPCJA |
Chcesz otrzymywać najnowsze informacje o naszych szkoleniach? Zapisz się!
|
|