|
Wtorek okazał się być dość dobry dla polskiej waluty za sprawą jednego losowego czynnika – informacji o nieoczekiwanych zyskach amerykańskiego bankowego giganta Citigroup w pierwszych 2 miesiącach 2009 r.
Doprowadziły one do silnych wzrostów na rynkach akcji, gdyż inwestorzy uznali je za dobry sygnał mogący świadczyć o tym, że sytuacja w końcu zacznie się poprawiać. Zachowanie się EUR/USD pokazuje jednak, iż takimi osądami lepiej nie przesadzać. Po silnym wzroście tej pary w okolice 1,28 kolejne godziny przyniosły jej konsekwentny spadek w rejon 1,26. Tym samym cała wcześniejsza zwyżka została wymazana i to z naddatkiem. Inwestorzy nadal traktują dolara jako instrument „safe-haven”, co sprawia, że każde najmniejsze nawet obawy o losy światowej gospodarki, automatycznie generują nowy popyt na „zielone”. Taka sytuacja skończy się dopiero w momencie, kiedy zaczną pojawiać się pierwsze sygnały mogące świadczyć o poprawie w sferze makroekonomicznej, lub kiedy nadmierna podaż amerykańskich obligacji rządowych zacznie negatywnie przekładać się na zainteresowanie tymi papierami. Warto przy tym dodać, iż światowa gospodarka w perspektywie kilku najbliższych lat ryzykuje potężnym wybuchem inflacji, na czym najbardziej ucierpi właśnie amerykański dolar.
Wracając do złotego. Dobre nastroje wczoraj przełożyły się na sesję nocną, ale już rano niskie poziomy walut stały się dla części uczestników rynku, zwłaszcza importerów dość atrakcyjne. W efekcie przed godziną 9:00 za jedno euro płacono 4,6650 zł, dolar był wart niecałe 3,6950 zł, a frank 3,17 zł. Dzisiaj uwagę przykuje wypowiedź wiceminister finansów Elżbiety Suchockiej-Roguskiej, która w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” przyznała, że możliwości kolejnych oszczędności w budżecie ponad uchwalone w styczniu 19,7 mld zł, są tak naprawdę mocno ograniczone. Wcześniej, wiceminister odpowiedzialny za wprowadzenie euro, Ludwik Kotecki, stwierdził, iż wejście do systemu ERM-II powinno być poprzedzone polityczną zgodą. Można odnieść wrażenie, że w łonie rządu brakuje jasnej koncepcji, co do dalszego rozwoju sytuacji w obu tych przypadkach. Część ekonomistów już teraz zwraca uwagę, iż będą problemy z utrzymaniem tegorocznego deficytu, a także nawołuje do porozumienia ponad politycznymi podziałami w kwestii euro. Tymczasem zbliżające się wybory do Europarlamentu mogą tylko poróżnić PO i PIS w kwestiach europejskich.
Na rynku długu inwestorzy będą obserwować dzisiaj wyniki aukcji zamiany obligacji. Z kolei uczestnicy rynku walutowego zwrócą uwagę na zachowanie się globalnych rynków akcji i bazowych par walut, zwłaszcza EUR/USD. Analiza techniczna pokazuje, iż pomimo wczorajszego spadku notowań EUR/PLN sytuacja na tej parze nie uległa tak naprawdę większej zmianie. Do tego potrzebne będzie trwałe pokonanie poziomu 4,63. Bez tego powrót w kierunku 4,75 w najbliższych dniach jest dość prawdopodobny.
Marek Rogalski – analityk niezależny
|